Ja, Jan, ujrzałem i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i Istot żyjących, i Starców, a liczba ich była miriady miriad i tysiące tysięcy, mówiących głosem donośnym: „Baranek zabity jest godzien otrzymać potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo”. A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: „Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc, na wieki wieków!” A cztery Istoty żyjące mówiły: „Amen”. Starcy zaś upadli i oddali pokłon.
Ap 5, 11-14

 

 

Przed Wielkanocą tego roku wszedł na ekrany film pod tytułem „Cuda z nieba”, zrealizowany na podstawie książki o tym samym tytule. Zaś historia opisana w tej książce jest oparta na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Teksasie w Stanach Zjednoczonych. Jest to wzruszająca historia chorego dziecka i jego uzdrowienia spisana przez matkę. Annabel Beam większość dzieciństwa spędziła w szpitalach, przykuta do łóżka przez rzadką chorobę żołądka, która nie dawała jej szans na normalne życie. Lekarze uznali, że choroba jest nieuleczalna. Rodzice wszystko podporządkowali jednemu celowi – utrzymaniu córeczki przy życiu i zapewnieniu jej normalnego dzieciństwa. Dziewczynka bardzo cierpiała. Niekończące się wizyty u lekarzy, pobyty w szpitalu, zastrzyki, tuby, przetaczanie krwi były powodem ogromnego bólu dziecka. Pewnego razu powiedziała do matki: „Mamusiu… Ja już chcę umrzeć i pójść do nieba, chcę spotkać Jezusa. Tam już nie będzie bólu”.

 
Gdy Annabel czuła się lepiej, bawiła się ze swoimi dwoma siostrami. Ulubioną zabawą dziewczynek była wspinaczka na drzewa, które rosły wokół domu. Pewnego południa, w czasie takiej zabawy Annabel spadła z wysokości ponad dziewięciu metrów do ogromnej dziupli w drzewie. Prawie wszyscy byli przekonani, że ten upadek był śmiertelny. Rozpoczęła się dramatyczna akcja ratunkowa. Ku zaskoczeniu wszystkich dziewczynka wyszła bez szwanku z wypadku; co więcej okazało się, że choroba, z którą zmagała się od kilku lat i która według wszelkich przesłanek medycznych była nieuleczalna ustąpiła. Dziewczynka została uzdrowiona, w co najtrudniej było uwierzyć jej mamie, która w czasie choroby dziecka przechodziła momenty zwątpienia, ale nie załamała się dzięki wierze i pomocy krewnych i przyjaciół.

 
Jeszcze bardziej była zyskująca opowieść dziewczynki, o tym co się wydarzyło, gdy przebywała w dziupli. Annabel powiedziała mamie, że była w niebie i siedziała u Jezusa na kolanach, który jej powiedział: „Kiedy strażacy cię wyciągną, nic Ci nie będzie”. Przez cały czas czuwał przy niej też jej Anioł Stróż jako opiekun i pocieszyciel. Potwierdzeniem prawdziwości opowieści Annabel było jej cudowne uzdrowienie, które zaskoczyło lekarzy. Było ono niewytłumaczalne z punktu widzenia medycyny. Zaś dla matki Annabel sprawa była całkiem jasna. Powiedziała: „Zawsze wierzyliśmy w cuda, przynajmniej w teorii. ‘Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” – mówiono nam, a raz na wiele, wiele lat słyszałam o czymś zupełnie nieprawdopodobnym, co rozwiewało ludzkie lęki. A teraz trzymam taki cud we własnych ramionach:” Aby dokonał się cud spotkania z Bogiem trzeba go prosić o spełnienie modlitwy zamieszczonej w tej książce: „Od tchórzostwa, które nie pozwala nam przyjąć nowej prawdy, od lenistwa, które pozwala nam zadowolić się półprawdą, od arogancji, przez którą myślimy, że znamy całą prawdę, wybaw nas, Panie.”

 

 

Ziemskie doświadczenia spotkania z Bogiem przybliżają do rzeczywistości nieba, którego wizję opisuje św. Jan w Apokalipsie: „Ja, Jan, ujrzałem i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i Istot żyjących, i Starców, a liczba ich była miriady miriad i tysiące tysięcy, mówiących głosem donośnym: ‘Baranek zabity jest godzien otrzymać potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo”. Ta wizja wyrasta niejako z chrystofanii, czyli ukazywania się Jezusa Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu, których świadkiem był św. Jan. Pusty grób Jezusa i chrystofanie są solidnym oparciem na faktach historycznych naszej wiary w zmartwychwstanie Jezusa. Ewangelia na dzisiejszą niedzielę opisuje jedną z najpiękniejszych chrystofanii, która miała miejsce nad Jeziorem Galilejskim.

 
Jednym z najpiękniejszych przeżyć z pielgrzymki do Ziemi Świętej jest świt nad Jeziorem. Pamiętam jak pewnego razu, przed wschodem słońca wybrałem się nad Jezioro Galilejskie. Niesamowita cisza, którą dopełniał krzyk porannego ptaka. W półmroku majaczyły niewyraźne kształty łodzi rybackich, jak w czasach Jezusa. A potem na wschodniej stronie pojawiały się pierwsze poranne zorze. Wszystko zaczynało tańczyć w rytm wschodzącego słońca. Wystarczyło pogrążyć się w mistycznej atmosferze poranka, aby prawie namacalnie odczuć, jak po migocących złotem falach przychodzi do nas zmartwychwstały Chrystus.

 
Apostołowie doświadczyli realnie tego spotkania. W Ewangelii czytamy: „A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus”. A nierozpoznany Jezus zapytał z troską: „Dzieci, macie coś do jedzenia?” odpowiedzieli, że nie, bo całą noc łowili i nic nie złowili. Jezus im powiedział: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Usłuchali Go. Połów był tak obfity, że apostołowie nie mieli wątpliwości, że był to cud, i że za tym cudem stoi Jezus. Szymon Piotr prawdopodobnie chciał jak najszybciej spotkać się ze swoim Panem, dlatego jak mówi Ewangelia: „Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora”. Gdy wszyscy dopłynęli do brzegu zobaczyli Jezusa przy rozżarzonym ognisku na którym były ryby i chleb. Jezus powiedział do apostołów: „Chodźcie, posilcie się!”. Aż trudno sobie wyobrazić radość tego wielkanocnego posiłku. W tej radosnej atmosferze miało miejsce wydarzenie, które przypomina stojący tam spiżowy pomnik Chrystusa i klęczącego przy nim św. Piotra. Jezus zapytał Piotra trzy razy, czy Go kocha. Na każdą twierdzącą odpowiedź Jezus powiedział: „Paś owce moje”. W ten to sposób Jezus przekazał Piotrowi władzę nad swoim Kościołem. Dokonał tego w atmosferze miłości, wzajemnej życzliwości, zatroskania, aby zapewne powiedzieć w jakim duchu ma być sprawowana władza w Jego Kościele.

 

 

Sieć pełna ryb jest radosnym obrazem symbolizującym budowę wspólnoty Kościoła. W tej budowie, św. Piotr wyciągający sieć pełną ryb będzie odgrywał bardzo ważną rolę. Ojciec Kościoła, św. Augustyn, tak interpretuje to wydarzenie: „Jak połów oznacza Kościół, to jest, jakim będzie na końcu wieków, tak Pan w innym połowie oznaczył Kościół, jakim jest on teraz. Tamtym połowem poucza na początku swego nauczania, tym zaś po swoim zmartwychwstaniu. Ukazuje więc, iż tamten oznacza dobrych i złych, jakich Kościół ma teraz, ten zaś tylko dobrych, których będzie miał na zawsze, gdy dopełni się przy końcu wskrzeszenie umarłych”. W tym budowaniu kościoła bardzo ważne było świadectwo wiary św. Piotra. A zaświadczył on o Chrystusie cierpieniem i męczeńską śmiercią. Już u samych początków Kościoła był na to gotowy. Mówi o tym pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich. Uczniowie byli przesłuchiwani przez arcykapłana, który powiedział: „Surowo wam zakazaliśmy nauczać w to imię, a oto napełniliście Jeruzalem waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas odpowiedzialność za krew tego Człowieka?. Piotr i inni apostołowie odważnie odpowiedzieli: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”.
Te ostatnie słowa św. Piotra są dla każdego z nas, mówią jak cudowne doświadczenia spotkania z Bogiem przekuwać na rzeczywistość nieba.

 

 

www.ryszardkoper.pl