Uniósł mnie anioł w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte – Jeruzalem zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga. A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek.
Ap 21, 10-11. 22-23

 

 

Kardynał Joseph Bernardin arcybiskup Chicago, w sierpniu 1996 r. dowiedział się, że nowotwór powrócił i został mu krótki okres życia. I rzeczywiście zmarł po dwóch miesiącach. W czasie tych miesięcy napisał książkę pt. „Dar pokoju”, w której opisuje trzy ostanie lata życia naznaczone walką z chorobą. Wyznał, że najtrudniejszym przeżyciem minionych trzech lat było oskarżenie go przez młodego człowieka Stevena Cook o molestowanie seksualne, które szeroko rozpowszechniły media. Kardynał tak wspomina ten trudny moment: „Czułem się głęboko upokorzony, dowiadując się z rozmów telefonicznych, że zarzuty przeciwko mnie okrążyły już świat. Moi doradcy nakłaniali mnie do wydania oświadczenia dla prasy i telewizji, gdy tymczasem samochody reporterów parkowały coraz gęściej na ulicy, co obserwowałem z okien swojego biura”. W ciągu kilku dni kardynał uczestniczył w 15 konferencjach prasowych, na których powtarzał, że jest niewinny. Jednak zapewnienia o niewinności nie wystarczyły. Rozpoczął się proces sądowy. Gdy Bernardin nie chciał finansować kosztów wynajęcia adwokatów z kasy archidiecezji, wtedy kilka prestiżowych kancelarii adwokackich zadeklarowało bezpłatną obronę. Oskarżyciele nie dysponowali żadnymi wiarygodnymi dowodami. 28 lutego 1994 r. Cook wycofał akt oskarżenia, co kardynał skomentował słowami: „Wiedziałem, że Steven to zagubiona owca, a ja – jako pasterz – musiałem ją odnaleźć”. Bernardin od początku podejrzewał, że padł ofiarą manipulacji. To adwokat przekonał Stevena, że oskarżając duchownego tak wysokiej rangi otrzyma wyższe odszkodowanie.

 
Po zakończeniu procesu kardynał skontaktował się z matką swego oskarżyciela, dowiedział się od niej, że jej syn umiera na AIDS i już od dawna chciał z nim porozmawiać. Do spotkania doszło w grudniu 1994 r., w kampusie seminarium św. Karola Boromeusza w Filadelfii. W czasie spotkania Steven prosił o przebaczenie. Kardynał wręczył mu Biblię ze słowami wybaczenia oraz pokazał kielich, który liczył sobie ponad sto lat. Kielich ofiarował mu pewien mężczyzna z prośbą, aby kardynał używał go w czasie Mszy św. w intencji Stevena. Kardynał uczynił zadość tej prośbie. Bernardin wspomina, że to spotkanie było najważniejszym i niezapomnianym doświadczeniem pojednania w całm jego kapłańskim życiu. Przyjaźń między Bernardinem a Cookiem trwała aż do śmierci Stevena we wrześniu 1995. Rok później, 14 listopada 1996 roku odszedł do Pana kardynał. Kilkanaście dni przed śmiercią zanotował: „Kiedy wypełnia nas pokój wewnętrzny, odnajdujemy wolność, by w pełni być sobą, nawet w najtrudniejszych chwilach”.

 

 

Taki pokój przynosi nam Jezus, który mówi do apostołów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję”. A zatem pokój Chrystusowy jest odmienny od światowego. Światowy pokój oparty jest na równowadze strachu. Zasoby broni masowego zniszczenia są tak ogromne, że wystarczyłyby na kilkakrotne unicestwienie ludzkości. Pokój budowany na lęku jest zaprzeczeniem prawdziwego pokoju, który sięga duszy człowieka. Pokój budowany na takim fundamencie jest nietrwały, dlatego co pewien czas cała ludzkość pogrąża się w konflikcie o zasięgu globalnym. Mówi o tym św. Jan Paweł II: „Pokój jest nie tylko pozorną równowagą rozbieżnych interesów materialnych – co stawiałoby go w kategoriach ilości i rzeczy – co raczej, w swej najgłębszej rzeczywistości, dobrem z samej istoty ludzkim, właściwym ludzkim podmiotom, a więc dobrem natury intelektualnej i moralnej, owocem prawdy i cnoty. Jest on wynikiem dynamizmu wolnej woli ludzkiej, kierującej się rozumem, ku dobru wspólnemu, które osiąga się w prawdzie, sprawiedliwości i miłości. Ten porządek intelektualny i moralny opiera się właśnie na decyzji ludzkiego sumienia w poszukiwaniu harmonii we wzajemnych stosunkach, w poszanowaniu powszechnej sprawiedliwości dla wszystkich, a więc w poszanowaniu fundamentalnych praw ludzkich, właściwych każdemu człowiekowi. Nie można zrozumieć, jak ten porządek moralny mógłby pominąć Boga – pierwsze źródło bytu, najistotniejszą prawdę i najwyższe dobro. W tym właśnie sensie pokój pochodzi od Boga, jako swego źródła: jest darem Boga”.

 

Ewangelia na dzisiejszą niedzielę mówi, że ten dar przynosi świadomość, że Chrystus jest obecny w naszym życiu: „Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was”. Prawdopodobnie w Piśmie Świętym aż 300 razy padają słowa otuchy, tak jak te: „Nie lękajcie się!”. Tę prawdę Chrystus przybliża nam obrazowo, mówiąc że nawet nasze włosy na głowie są policzone i żaden z nich nie spada bez woli Ojca. Nawet w obliczu śmierci Chrystus przez swoje zmartwychwstanie uwalnia nas od lęku, co staje się źródłem najgłębszego pokoju. Doświadczyła tego św. Teresa z Avilla: „Nic nie powinno cię przestraszać, nic nie ma prawa cię przerażać, wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Kto ma Boga, temu nie brakuje niczego: sam Bóg wystarczy”. Doświadczenie obecności Boga w naszym życiu, sprawia że żaden człowiek nie może nam zadać bólu. Nie lękamy się ludzi, którzy są nam nieprzychylni i uważają się za mocnych, nie do pokonania. Ten wewnętrzny, boży pokój staje się źródłem budowania pokoju i w naszych rodzinach i całym świecie.

 
Obecność Chrystusa w naszym życiu, według wspomnianej Ewangelii jest obecnością miłości, która przejawia się w zachowaniu Jego przykazań: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”. Nawet gdy odejdziemy od tej miłości i utracimy wewnętrzny pokój Chrystus daje nam szansę, mówiąc: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po czym dodał: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”„.

 

Prawdziwy pokój możemy budować, gdy mamy czyste serce przygotowane na przyjęcie Boga. Św. Jan Paweł II mówi czym jest czyste serce: „Dotykamy w tym miejscu samej istoty człowieka, który dzięki łasce odkupienia przez Chrystusa odzyskał harmonię serca utraconą w raju przez grzech. Mieć serce czyste to być nowym człowiekiem, przywróconym przez odkupieńczą miłość Chrystusa do życia w komunii z Bogiem i z całym stworzeniem – tej komunii, która jest jego pierwotnym przeznaczeniem. Czystość serca jest przede wszystkim darem Boga. Chrystus dając się człowiekowi w sakramentach Kościoła zamieszkuje w sercu człowieka i rozjaśnia to serce ‘blaskiem Prawdy”. Tylko ta Prawda, którą jest Jezus Chrystus zdolna jest oświecić rozum, oczyścić serce i ukształtować ludzką wolność. Bez zrozumienia i przyjęcia Prawdy gaśnie wiara. Człowiek traci widzenie sensu spraw i wydarzeń, a jego serce szuka nasycenia tam, gdzie go znaleźć nie może. Dlatego czystość serca to przede wszystkim czystość wiary”.

 
A zatem budowanie najprawdziwszego pokoju winniśmy zacząć budować w czystym sercu, wypełnionym miłością, która wylewa się na zewnątrz wypełnianiem przykazaniem miłości w świecie rozdzieranym różnymi konfliktami.