23 kwietnia minęła 400. rocznica śmierci Williama Szekspira dramatopisarza i poety, który w swych sztukach pokazał świat i nas. Tak – nas! Nie przesadzam, wystarczy je przeczytać, by odnaleźć w nich siebie. Inspirują one wciąż bardzo wielu artystów, pisarzy i intelektualistów. Dziś rocznicę śmierci Szekspira obchodzą teatry na całym świecie, nie wyłączając teatrów polskich. Przygotowane zostały specjalne spektakle, koncerty, projekcje filmów, gry miejskie i happeningi. Na warszawskim Placu Defilad odbyło się otwarcie instalacji „Szekspir. Obiekt” zaprojektowanej przez scenografa Jerzego Juka-Kowarskiego. Stołeczny Teatr Dramatyczny przygotował także grę miejską „Szekspirowskie Koło Fortuny”, a w Galerii tegoż teatru obejrzeć można wystawę „Szekspir. Plakaty”, prezentującą prace twórców „polskiej szkoły plakatu”, m.in. Jana Lenicy, Jerzego Czerniawskiego, Andrzeja Pągowskiego, Waldemara Świerzego, czy Jana Sawki. Rzecz jasna o 400. rocznicy śmierci swego wielkiego rodaka pamiętała przede wszystkim Anglia emitując w świat spektakle brytyjskich teatrów za pośrednictwem streamingu online – poprzez kanał stworzony przez BBC i British Council w ramach inicjatywy „Shakespeare Day Live”. Wśród najważniejszych wydarzeń szekspirowskich w Wielkiej Brytanii są produkcje, przygotowane przez Royal Opera House, Teatr Shakespeare’s Globe, Brytyjski Instytut Filmowy, Shakespeare Birthplace Trust i Royal Shakespeare Company. Natomiast w Polsce Narodowy Instytut Audiowizualny (NInA) przypomniał rejestracje spektakli inspirowanych twórczością Szekspira. W programie czterodniowego przeglądu znalazły się „2007: Macbeth” w reżyserii Grzegorza Jarzyny, „Burza” Krzysztofa Warlikowskiego, „H.” Jana Klaty i „Makbet” Andrzeja Wajdy. Opera Narodowa wystawiła „Burzę”- balet Krzysztofa Pastora według utworu Szekspira oraz „Poskromienie złośnicy” w choreografii Johna Cranko. Spektakle wystawiane są w ramach Baletowego Festiwalu Szekspirowskiego w Teatrze Wielkim. Gdański Teatr Szekspirowski pokazał filmy z serii „The Complete Walk”, zawierającej 37 adaptacji sztuk Szekspira w wykonaniu aktorów londyńskiego teatru The Globe. W trasę koncertową po Polsce z programem „proMODERN shakespired” wyruszył sekstet wokalny proMODERN. Muzycy wykonają Sonety do kompozycji m.in. Krzysztofa Herdzina, Krzesimira Dębskiego, Macieja Zielińskiego, Pawła Łukaszewskiego i Tomasza Opałki. Nie ukrywam, że bardzo cieszy mnie ten rocznicowy rozmach i różnorodność. Uważam bowiem Szekspira za geniusza, którego wpływ na literaturę światową jest wręcz niemożliwy do pełnego rozpoznania.
Mało kto wie, że ze sztuk Szekspira przeszły do polskiego języka potocznego powiedzenia takie jak: „Szukać wiatru w polu” z „Romea i Julii”, „Rozpłynąć się w powietrzu” z „Otella”, „Z zapartym tchem” z „Kupca weneckiego”, czy „Wszystko dobrze, co się dobrze kończy” z dramatu pod tym samym tytułem. Sam często posługuję się stwierdzeniem z „Hamleta” – „W tym szaleństwie jest metoda”.

 
Po pięciu latach starań i intensywnej pracy w Krakowie otwarty został Pawilon Józefa Czapskiego, malarza, eseisty, więźnia Starobielska i późniejszego badacza zbrodni katyńskiej, autora wiekopomnej książki „Na nieludzkiej ziemi”. Wśród inicjatorów i twórców nowego krakowskiego muzeum znalazła się scenografka Krystyna Zachwatowicz-Wajda, która wraz z mężem, Andrzejem Wajdą, przyjaźniła się ze zmarłym w 1993 roku artystą. Zachwatowicz jest autorką scenariusza stałej ekspozycji w Pawilonie, nie wyłączając rekonstrukcji pokoju w podparyskim Maisons-Laffitte, w którym Józef Czapski tworzył przez kilkadziesiąt lat swojego życia. Są nim autentyczne meble, przedmioty i osobiste pamiątki, które do niego należały. Są także jego dzienniki, sztalugi, stolik, łóżko, nawet drzwi. „Gdy te autentyczne drzwi zostały wprawione, weszłam i się rozpłakałam” – przyznała Zachwatowicz, bardzo poruszona i szczęśliwa, że cała wystawa trafia do zwiedzających.
Kiedy odwiedzałem paryską „Kulturę” w Maisons-Laffitte zdumiewała mnie zawsze skromność wyposażenia pokoi jej mieszkańców, nie mówiąc już o ich dobrym guście. Oczywiście książę redaktor zajmował w niej największą przestrzeń złożoną z dwóch pokoi. Tam było więcej mebli i przedmiotów codziennego użytku. Bardziej ascetycznie mieszkała za ścianą Zofia Hertz, jeszcze skromniej jej mąż Zygmunt Hertz, natomiast osobne pokoje Marii i Józefa Czapskich miały w sobie coś wręcz klasztornego. W Maisons-Laffitte po raz pierwszy zobaczyłem krzesło inwalidzkie, zainstalowane na specjalnej poręczy, którym pan Czapski wjeżdżał na piętro. W dolnym i górnym holu wisiały jego wspaniałe obrazy, m.in. portret Kisiela i Hłaski. Był także portret Giedroycia. Z obrazów innych malarzy wiszących w pokojach zapamiętałem m.in. dzieła Jana Cybisa i Leonor Fini.
Józef Czapski – „Nie liczy się realizm czy antyrealizm. Liczy się prawda”.

 
Wciąż zbyt mało znany jest wielki dorobek pisarski Józefa Mackiewicza. Nina Karsov-Szechter nadal nie zezwala na wznowienia i tłumaczenia jego dzieł, nie mówiąc już o ich filmowaniu. I nie na siły, żeby pozbawić ją praw autorskich, które umożliwiają jej skazanie tego pisarza na niebyt. Rzecz jasna nie upomina się o niego ani Michnik, ani jego „Gazeta Wyborcza”, nie upominają się o niego media głównego nurtu. Rzecz jasna, nie widzą go w Ameryce postępowe uczelnie, takie jak Columbia i New School i nie promują go Instytuty Kultury Polskiej działające za granicą. Dlaczego? Bo był bezkompromisowym krytykiem komunizmu, który uważał za system zbrodniczy i nie miał złudzeń, co do wszelkiego lewactwa.

 
Kultura z hierarchii przekształciła się w Polsce w federację subkultur, z których każda posługuje się własnymi kryteriami wartości i poziomu. Model inteligencki hołdujący do tej pory tzw. kulturze wysokiej już niestety zanika, podobnie jak zanika i sama inteligencja jako warstwa społeczna. Mam wrażenie, że taż kultura wysoka jest dziś udziałem jeszcze węższego grona elit, niż kiedyś. Nawet za komuny było pod tym względem lepiej. Po prostu dziś już nie trzeba się wstydzić, że się w niej nie uczestniczy. Ba, w pewnych środowiskach jest to jest wręcz modne i lansowane. O poziom już nikt nie pyta. Także i wielu dzisiejszym redaktorom nie zależy na poziomie. Każdy grafoman i niedouk znajdzie swoje miejsce w tygodniku lub gazecie, jeśli tylko zechce. Ba, jeszcze znajdzie też takich ofiarnych znajomych, którzy o jego grafomanii napiszą panegiryk lub urządzą mu spotkanie autorskie.
Jakże brakuje dziś wśród nas księdza Józefa Tischnera. Jakże brakuje.
Tomasz Mann w „Czarodziejskiej górze”– „Dusza bez ciała jest czymś tak nieludzkim i strasznym jak ciało bez duszy”. Pierwsza z tych rzecz jest zresztą rzadkim wyjątkiem a druga regułą”.