Co roku finał rozgrywek Super Bowl śledzą miliony Amerykanów. Tradycją są występy gwiazd w przerwie meczu, czyli podczas tzw. half time, które przechodzą do historii i są szeroko komentowane na całym świecie. Podczas tegorocznego, 50. finału na scenie pojawił się zespół Coldplay, Bruno Mars oraz Beyonce, która wykonała swój nowy singiel zatytułowany „Formation”. Gwiazda miała na sobie czarne, kuse body i skórzaną kurtkę ze złotymi aplikacjami. Strój przypominał kostium Michaela Jacksona, w którym piosenkarz wystąpił na Super Bowl w 1993 roku. Niemal od razu pojawiły się komentarze, że Beyonce chciała w ten sposób oddać hołd nieżyjącemu Królowi Popu. Show gwiazdy – jak donosi amerykańska prasa – miał również wymowę polityczną. Stroje tancerek towarzyszących diwie do złudzenia przypominały uniformy aktywistek z organizacji „Czarne pantery” (radykalnej amerykańskiej organizacji politycznej utworzonej w celu ochrony mniejszości i walczącej o jej prawa, która działała w latach 60. i 70. XX wieku). Za kulisami tancerki pozowały do zdjęć z napisem „Justice for (sprawiedliwość dla) Mario Woods”- czarnoskórego 19-latka, który został zastrzelony przez policję w San Francisco. Z kolei występ zespołu Coldplay był dedykowany mniejszościom seksualnym, o prawa których upominał się ze sceny lider bandu – Chris Martin.

 

 
Jednak – jak oceniają komentatorzy- niedzielny show skradła… Lady Gaga. Tym razem piosenkarka nie obnażyła piersi, nie założyła sukienki z żywego mięsa, nie wylądowała w kapsule, ani nie pojawiła się z rogami na głowie, a tylko… zaśpiewała amerykański hymn. Gaga miała na sobie czerwony, brokatowy kostium marki Gucci, niebieskie paznokcie, buty na koturnie z motywem flagi Stanów Zjednoczonych i blond perukę. „Ona jest wspaniała”, „miałem gęsią skórkę”, „przeszły mnie ciarki”- pisali internauci. „Była największą gwiazdą podczas 50. finału Super Bowl”- ekscytowali się fani na całym świecie. Trudno zrozumieć, co w wykonaniu Gagi wzbudziło tak wielki zachwyt. Chyba fakt, że kontrowersyjna gwiazda potrafi „normalnie zaśpiewać”. Co – jak wiemy chociażby ze słynnego występu Edyty Górniak – w przypadku hymnów narodowych nie jest takie oczywiste.

 

 
Finał Super Bowl to również – jak to w Ameryce – święto reklamy. Cena spotów w przerwie meczu wynosi prawie 4,5 miliona dolarów za 30 sekund wyświetlania, więc firmy prześcigają się w oryginalnych, zabawnych, a czasem bezdennie głupich – ale chwytliwych- pomysłach. W tym roku w reklamach wzięło udział kilka znanych gwiazd, m.in. Arnold Schwarzeneger, Ryan Reynolds, Drake czy Alec Baldwin. W rankingu dziesięciu najlepszych filmików pojawił się np. spot, w którym występuje poppymonkeybaby czyli stwór o twarzy szczeniaka, pupie bobasa i ogonie małpy, filmik reklamujący ketchup i musztardę, na którym biegają po łące jamniki w kostiumach hot-dogów, oraz chór „Super Bowl babies”- czyli dzieci urodzonych dokładnie dziewięć miesięcy po Super Bowl, które na nutę przeboju Seal’a „Kiss from a rose” śpiewają o tym, jak ich rodzice oddawali się cielesnym rozkoszom w noc po finałowych rozgrywkach. Widzowie mieli również okazję zobaczyć fragmenty najnowszego filmu o Jasonie Bourne, z Matt’em Dameon’em w roli głównej, który niebawem wchodzi do kin. A na dodatek – puchar zdobyła drużyna z Denver, której trenerem jest Gary Kubiak. 54-letni szkoleniowiec o swojsko brzmiącym nazwisku ma – jak nietrudno się domyślić – polskie korzenie. Jego pradziadek pochodził z Poznania. Czyli- śmiało można powiedzieć: wygrali nasi!

 

 
Czy wygra Leonardo DiCaprio?- zastanawia się kolorowa prasa. Chodzi oczywiście o konkurencję pt. „najlepsza pierwszoplanowa rola męska” podczas tegorocznych Oscarów. To pytanie zadają sobie wszyscy. Podobnie, jak drugie, które brzmi: czy Leonardo DiCaprio zagra… Putina? Podobno gwiazdor ma zmierzyć się z nową, intrygującą rolą i niebawem wcielić w rosyjskiego przywódcę. „To bardzo, bardzo, bardzo interesująca propozycja. Byłoby wspaniale”- miał powiedzieć aktor. I uśmiechnąć tajemniczo. Jak Władimir.

 

 
28 lutego, podczas oscarowej gali, będzie można podziwiać smukłe aktorki, o których często złośliwi mówią, że „wyglądają jak lalki Barbie – wszystkie tak samo sztucznie”. To – dość niesprawiedliwe – porównanie już niedługo przestanie być aktualne. W firmie Mattel nadchodzi bowiem prawdziwa rewolucja. „Najpopularniejsza lalka świata zmienia sylwetkę”- czytamy. I to pierwszy raz tak radykalnie od 57 lat. W ofercie pojawią się trzy nowe wersje Barbie: wysoka, o krągłych kształtach oraz drobna. Lalki będą miały aż siedem karnacji, do wyboru będą 22 kolory oczu i 24 fryzury. „To odpowiedź na zmiany kanonów urody oraz krytykę niedoścignionych proporcji kultowej blondynki”- mówią przedstawiciele firmy. „Dzieci będą mogły się z nimi utożsamiać, będą im bliższe”. Jednym słowem – nowe Barbie będą wyglądały bardziej jak… ludzie. Niż kosmitki. I to jest zdecydowanie dobra zmiana.