Poniedziałek
Donald Trump idzie jak burza. Właśnie wygrał sejmiki w stanie Nevada. Po prawyborach w czterech stanach, ma na swoim koncie trzy zdecydowane wygrane oraz jedno drugie miejsce. I wielką przewagę w większości z kilkunastu stanów, w których odbędą się kolejne prawybory Partii Republikańskiej.

 
Na establishment republikanów padł blady strach. Czy cokolwiek jest w stanie zatrzymać nowojorskiego miliardera przed uzyskaniem nominacji w wyborach na prezydenta USA? Pojawiło się nawet badanie politologa Helmuta Norpotha ze Stony Brook University, że szanse na prezydenta Trumpa wynoszą… 97-99 procent. Pod warunkiem, że miliarder populista otrzyma nominację Partii Republikańskiej. Ale zawsze może być jeszcze gorzej. Tymczasem pisarz Bret Easton Ellis, autor m.in. powieści „American Psycho” podzielił się ostatnio ciekawą informacją. „Właśnie wróciłem z kolacji w West Hollywood: jestem zszokowany, że większość przy stole głosowała na Trumpa, choć nigdy tego publicznie nie przyznają”. Wielbiciele Trumpa w Hollywood? Faszyzm i populizm w Hollywood, tej Mekce politycznej poprawności?

 

 

Czwartek
Coraz więcej ciekawych, dalekich ideologicznie od Prawa i Sprawiedliwości osób, może nie popiera bezpośrednio, ale zgadza się w diagnozach z Jarosławem Kaczyńskim, który ma politycznie wszystko nieźle przemyślane i poukładane.
Kolejny przykład. Człowiek raczej o lewicowych poglądach. Jan A. P. Kaczmarek – kompozytor, autor muzyki do filmów, seriali i spektakli teatralnych, m.in. „Całkowite zaćmienie”, „Plac Waszyngtona”, „Quo Vadis”. W 2005 r. otrzymał Oscara za muzykę do filmu „Marzyciel”. W rozmowie z „Kulturą Liberalną” – cytaty zdobyte przy pomocy internetu, więc podaję źródło, bo warto czytać: www.kulturaliberalna.pl.
Łukasz Pawłowski: Jak pan ocenia kilka ostatnich miesięcy w polskiej polityce i życiu publicznym?

 
Jan Kaczmarek: Jako test dla nas wszystkich, ale też jako nieunikniony etap.
ŁP: Nieunikniony?

 
JK: Dokładnie. Uważam też, że bardzo potrzebny, ponieważ wstrząs – nie nazwę tego rewolucją, bo to za duże słowo – wybija nas z rytmu i każe zastanowić się nad tym, w jakim świecie żyjemy. A na pocieszenie tym, którzy myślą, że w Polsce dzieje się coś wyjątkowego, mogę powiedzieć, że to tylko element większej całości (…) Mieszkam w USA od 27 lat i rozumiem ten kraj doskonale. Ale obecnie mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Jeszcze do niedawna było rzeczą nie do pomyślenia, by jakikolwiek kandydat nazwał się „demokratycznym socjalistą”, tak jak teraz Bernie Sanders. To słowo – „socjalista” – było jak głośny bąk puszczony w towarzystwie, dyskwalifikowało każdego polityka. A Sanders właśnie znokautował Hillary Clinton w prawyborach w New Hampshire, zdobywając 60 procent głosów. Z drugiej strony w Partii Republikańskiej króluje Donald Trump – postać raczej komiksowa niż polityczna, która nagle stała się liderem. U nas nie bez powodu do parlamentu wszedł Paweł Kukiz. Przez świat idzie fala wstrząsu napędzana antyestablishmentowym sentymentem (…) Na powierzchni wszystko wygląda dobrze, ale tak nie jest. Dlaczego? Bezrobocie faktycznie jest niskie, ale nowe miejsca pracy są mało warte, śmieciowe. Dlatego wielu ludzi pracuje na 2–3 etatach. Męka. W starej Ameryce, którą pokochałem, nawet jeśli pracował tylko mężczyzna, zarabiał dość, by utrzymać całą rodzinę. Stać ją było na dom, ładny trawnik, dwa samochody i wakacje, a na dodatek był jeszcze czas dla siebie. To się skończyło, choć na zewnątrz wszystko wygląda bardzo podobnie – ten sam domek, ten sam trawnik i często dwa samochody, tylko cena za ten standard jest nieludzka. Dziś oboje rodzice pracują, limity na kartach kredytowych mają wykorzystane niemal do granic, a o czasie dla rodziny można w ogóle zapomnieć. Siła Ameryki – klasa średnia – upada”.

 
Ufff, można powiedzieć; populista z tego Kaczmarka. Ale lećmy dalej, bo jest bardzo, bardzo ciekawie:
„JK: Socjalna Ameryka zaczęła znikać, a do tego doszła zmiana charakteru gospodarki. Outsourcing wyprowadził produkcję do Chin i innych „rajów”. Wall Street stała się jedną z głównych sił, chociaż głównie spekuluje, niczego nie wytwarza.
ŁK: Jak to nie wytwarza? Dolina Krzemowa jest nadal światowym centrum technologicznym…
JK: Ale pralki działającej 20 lat bez naprawy już pan nie kupi. Stany Zjednoczone były państwem, które produkowało prawie wszystko, w tym przedmioty „niezniszczalne”, czyli z dożywotnią gwarancją. To był kraj oparty na bardzo prostej, bardzo wysokiej etyce pracy, która wciąż jeszcze – ku mojemu zdziwieniu – jest tam żywa. Amerykanie naprawdę pracowali bardzo ciężko, ale w zamian dostawali naprawdę dużo. Obecnie pracują tak samo, a dostają niewiele (…) Trump pokazuje się jako człowiek, który lekceważy wszystkie „świętości” i któremu nie zależy na nikim. Właśnie tacy chcieliby być jego wyborcy – chcieliby wszystkich obrazić, ale nie mają siły. Jeśli jest pan zduszonym pracownikiem amerykańskiej korporacji, który nie znosi swojej pracy i swojego szefa, to zagłosuje pan na Trumpa. Zagłosuje pan na niego, bo on robi wszystko to, na co pan nie ma odwagi. Tak jak Kukiz (…) Dziś ludzie w końcu się budzą. Narasta w nich przekonanie, że zostali po prostu nabrani i że dalej tą drogą nigdzie nie dojdziemy. Że wszystkie piękne gesty, ładne słowa, wspaniałe lokale, drogie samochody, świat polskich seriali, gdzie każdy mieszka jak milioner – wszystko jest kłamstwem. Nawet jeśli nie umieją tego nazwać, jakoś to czują. I stąd biorą się konwulsje i dreszcze – i w Stanach, i w Polsce (…) Kompletnie odrzucam pogląd, że demokracja ma się skończyć dlatego, że w Polsce władzę przejął PiS. Za długo mieszkałem w różnych miejscach na świecie, by przyjąć taką opinię. Kiedy przyglądam się polskiej debacie publicznej, czuję się trochę jak Marsjanin. Większość moich znajomych jest w Komitecie Obrony Demokracji, ale ja nie widzę tam dla siebie miejsca, bo ta debata pomija najważniejsze globalne kwestie, które nas dotyczą. Za chwilę podpiszemy umowę TTIP, czyli porozumienie o wolnym handlu z USA, i to jest prawdziwe zagrożenie. Suwerenne, demokratyczne państwo stanie się historią. Straci znaczenie na rzecz potężnych korporacji. Jeżeli PiS będzie miał dość odwagi, żeby nie podpisać TTIP, to może to jest jego dziejowa misja”.

 
Taak, ale się porobiło. Żeby członek komitetu poparcia (sam to przyznaje) Bronisława Komorowskiego takie rzeczy… przyznacie Państwo, to jest coś.