Niedziela
77 lat temu na jednym z syberyjskich etapów skonał Osip Mandelsztam. Świetny rosyjski poeta, jeden z największych w historii, skazany na łagier za wiersz o towarzyszu Stalinie. Jak jeden z milionów przepadł w komunistycznej, czarnej dziurze Zła…

 
Żyjemy tu, nie czując pod stopami
ziemi,

 
Nie słychać i na dziesięć kroków,
co szepczemy.

 
A w półsłówkach, półrozmówkach
naszych

 
Cień górala kremlowskiego straszy.

 

 

Palce tłuste jak czerwie w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.

 

 

Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.

 

 

I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu
w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.

 

 

Wtorek
W Polsce PiS tempa nie zwalnia. Kolejne posiedzenie Sejmu i kolejne dwie ustawy realizujące wyborcze obietnice, zrezalizowane. Jest podatek od banków. Zniesiono także obowiązek szkolny dla sześciolatków. Podoba mi się to tempo oraz fakt, że nowa władza realizuje to, co obiecała w kampanii. Oczywiście jest wrzask i histeria, ale to nieuniknione przy tej skali „dobrej zmiany”. Ba, należy się spodziewać jeszcze większego oporu. Idzie przecież o wielkie profity, które przez większość po PRL-owskiej tranformacji wydawały się należeć do „przyrodzonych panów” Trzeciej Rzeczypospolitej.
Do kogo? Dobrze pisze o tym Piotr Skwieciński, publicysta portalu wPolityce. pl oraz tygodnika „W Sieci”. Zaczyna tak: „Idzie o to, że te konfitury leżą w Polsce od początku transformacji w tym samym miejscu, i tylko w tym samym miejscu. Czy raczej miejsc jest wiele, ale niemal wszystkie usytuowane są po tej samej stronie barykady. Oczywiście po mainstreamowo-liberalno-kawiorowolewicowej stronie. To – znów – skutek wielu czynników. Świadomego działania zainteresowanych elit na rzecz petryfikacji korzystnego dla nich (nie tylko bezpośrednio materialnie, także politycznie) stanu, zrodzonego na początku transformacji. Także inercyjnej mocy pewnych czynników naturalnych – dobrze to czy źle, ale okres PRL trwał długo, zmienił i ukształtował polskie elity, te finansowe i te intelektualne. Ale fakt pozostaje faktem. Z niewielkimi wyjątkami konfitury leżały i leżą po jednej stronie.”

 
Nie chodzi tu tylko o stanowiska. To raczej cały system hierachii i dostępu do sławy i pieniędzy. Generalnie sprowadza się on do konieczności zaakceptowania Bożków III RP – albo jak niektórzy mówią Republiki Magdalenkowej – w postaci choćby Adama Michnika czy Leszka Balcerowicza, ale także pomniejszych dogmatów „wiary”: że generał Jaruzelski był bohaterem, jego prawa ręka Kiszczak „człowiekiem honoru” (mógł wystrzelać solidaruchów, ale tego nie zrobił, łaskawca) a Wałęsa z pomocą tramwajarki Krzywonos, we dwójkę stworzyli „Solidarność” (choć ta wiara jest świeżej daty, odkąd legendarny Lech zdecydował się poprzeć rządy Donalda Tuska). I jeśli pracuje się np. w mediach, te prawdy wiary należy powtarzać w nieskończoność. Razem z jasno wynikającym z tego wnioskiem, że „każdy saleniec i prowokator”, który ośmiela się podnieść rękę na te dogmaty, musi mieć świadomość, że „będzie ona odrąbana”. W interesie Trzeciej Rzeczypospolitej, z jej panteonem świętych pomniejszych – Kulczykiem, Kwaśniewskim, Komorowskim i oczywiście generałem Dukaczewskim.

 
Ale oto w ostatnich wyborach PiS uzyskał większość parlamentarną i – jak pisze Skwieciński – „otóż dziś, po raz pierwszy od zawsze mamy do czynienia z sytuacją, w której te żelazne dotąd reguły gry mogą ulec zmianie. W której siły, opozycyjne wobec IIIRP po raz pierwszy stają przed realną szansą okrzepnięcia. (…) Chodzi też o to, że formacja IV RP może ustabilizować się do tego stopnia, iż odstraszanie od niej perspektywą społecznej czy zawodowej degradacji, uprawiane z sukcesem przez pierwsze ćwierćwiecze po upadku komunizmu, przestanie być skuteczne.” A to może mieć znaczenie fundamentalne, bo wali się cała hierarchia i – co chyba najgorsze – do konfitur mogą się dostać „gówniarze”, jak ich słodko nazywa Adam Michnik, czyli ludzie, którzy nie kupują bajeczek, że Trzecia Rzeczypospolita to po prostu kontynuacja złotego wieku epoki Jagiellonów. A to byłoby straaaaaszne, straszne po prostu. Oddajmy głos Skwiecińskiemu: „A to byłoby bardzo niebezpieczne dla elit III RP. I nie idzie przy tym o to, że one same by materialnie straciły, bo ta strata byłabyw porównaniu z ich obecnym stanem posiadania niewielka. I nawet nie o to, że pewna liczba gentelmanów, przyzwyczajonych do boskiego statusu, musiałoby zaakceptować zredukowanie samych siebie do roli już tylko półbogów. Realnie znacznie bardziej niebezpieczne byłoby to, że niezależnie od tych fenomenów ich wróg, czyli formacja IVRP, uległby strategicznemu wzmocnieniu. A wtedy nawet marzenia o powrocie – kiedyś, w przyszłości – do sytuacji monopolu, czy tym bardziej o „zepchnięciu prawicy do morza”, pieszczone przez długie dekady, przestałyby być realistyczne w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa (…) zmiana tej sytuacji jest dla owych elit perspektywą straszną. Psychologicznie (utrata poczucia wyższości; wielu już o tym pisało), ale przede wszystkim (to głównie dla strategów obozu) – w sensie długofalowej perspektywy politycznej. I to jest jedna z głównych przyczyn, dla których sztaby establishmentu poszły w tak pozornie zadziwiający radykalizm. Wiedzą, że wprawdzie oczywiście dla żadnej ze stron nie jest to bój ostatni. Ale też, że jeśli go przegrają, to konkurencja już na pewno będzie wieczna. A oni sami nigdy już nie wrócą na pozycje „panów przyrodzonych”. Czyli takich władców Polski, którym ten status należy się naturalnie i bezdyskusyjnie.” Dobrze napisane.