Ciekawe, co takiego ma w sobie pierwszy śnieg, że zawsze staje się sensacyjnym wydarzeniem. I to najczęściej przyjemnym. Mnie też cieszy i przenosi w inny wymiar. O moich pierwszych śniegach mógłbym napisać tom opowiadań, bo i pierwsza miłość się z nim wiąże, i pierwsza przyjaźń, i jedno z rozstań, i oczyszczające chwile, w których podjąłem ważne dla siebie postanowienia.

 
Pierwszy olbrzymi bałwan przed oknem w Świdrze bardzo mnie przestraszył. Bałem się wyjść z domu w obawie, że coś mi zrobi. Był wielki, aż po dach, wypełniał sobą całe okno i zaglądał do mieszkania, jak by chciał sprawdzić, co się w nim dzieje. Nie wiem, czy to rodzice ulepili tego bałwana w nocy, czy na ich prośbę starsze dzieci sąsiadów. Mama zapewniała, że ulepił się sam, specjalnie dla mnie. Rózga miała być przestrogą.
Ze śnieżnych doznań najmocniej utkwiła mi w pamięci zwielokrotniona cisza w lasach. Jakby dodatkowo wytłumiona. Ogarniała mnie i wypełniała, wytłumiając i mnie samego. Czułem się lżejszy i jednocześnie zobligowany do dokonania czegoś nadzwyczajnego. Marzenia się kłębiły, oczekiwanie szczęścia narastało. Cisza stawała się coraz bardziej nie do opisania.

 
Witold Lutosławski, wielki kompozytor – „Człowiek został wyzuty z jednego z elementarnych praw – prawa do ciszy”.

 
Zmarł Bogusław Kaczyński. Próbował, jak przed nim Jerzy Waldorff, zaciekawić rodaków sztuką opery i operetki oraz muzyką klasyczną. Choć czynił to z wielką pasją, efekt jest znikomy. Do opery chodzi 2 procent Polaków, tyle samo na koncerty do filharmonii. Kaczyński mówił piękną, acz nieco afektowaną polszczyzną, której nowe pokolenie już nie rozumiało. Jego smokingowa elegancja była odbierana jako przeżytek. Mimo to uważany był za wybitną osobowość telewizyjną. Zasłużenie. Kochał zespół „Mazowsze” i walczył, by stał się on zespołem narodowym, podobnie, jak i „Śląsk”. Pisał gorące memoriały w tej sprawie do ministrów kultury i kolejnych prezydentów. Bezskuteczne. Wykonał wielką pracę, która przyniosła niewielkie efekty. Jakże szkoda. Nie mamy dziś tej klasy propagatora muzyki. W jednym z ostatnich wywiadów powiedział m.in. „Nadal obserwuję nie notowany wcześniej spadek poziomu w telewizji. Lansuje się papkę adresowaną do najniższych gustów publiczności. Amatorszczyzna do kwadratu, co mnie bardzo boli, bo to nie jest telewizja, którą ja przez 50 lat tworzyłem. Kultura została zepchnięta do podziemia”. Nie da się ukryć, iż jest tak w rzeczy samej. Może teraz coś się zmieni w tej sprawie na lepsze.

 
Znamienne wielce jest, że media prawicowe, propisowskie i nacjonalistyczne zupełnie nie podejmują tematu mizernego udziału rodaków w kulturze i zawstydzająco niewielkiego czytelnictwa. W tychże mediach jesteśmy zawsze wielcy, niezłomni, bohaterscy i bardzo kulturalni. Tymczasem… ach lepiej nie skończę.

 
Ciekawe, że na meczach piłki ręcznej nie ma kiboli ani kibolskiego patriotyzmu. Nie ma go także podczas zawodów narciarskich.

 
Nacjonalizm ma się coraz lepiej. Wystarczy zajrzeć do komentarzy w Internecie. Kto nie wierzy, niech poczyta np. wpisy pod wiadomością o niemieckim okręcie, który uratował na Morzu Śródziemnym 245 uchodźców, podaną przez „WP. Wiadomości”. Ich lektura, podobnie jak i lektura większości komentarzy internetowych jest wymownym przykładem swoistego pojmowania Przykazań Bożych i nauk religijnych.

 
Generał Tadeusz Rozwadowski, późniejszy twórca strategii uderzenia znad Wieprza na bolszewików, pisał 16 lutego 1920 roku z Paryża – „Coraz więcej ludzi wraca z Polski zniechęconymi naszymi stosunkami wewnętrznymi i wrażenie to wrogowie nasi wykorzystują, by nas w oczach zagranicy zdyskredytować. Nie dziwi więc, że coraz więcej ludzi za granicą przestaje ufać Polsce, co nam wielką szkodę wyrządza”.

 
Pani premier Beata Szydło oświadczyła uroczyście w Parlamencie Europejskim, iż jest dumna z przynależności Polski do Unii Europejskiej, zachodzi zatem pytanie: dlaczego kazała usunąć flagę tejże Unii z sali, w której odbywają się jej konferencje prasowe? Zachodzi także pytanie jeszcze ważniejsze: czy Polska zamierza być obok Unii, czy w niej? Nie przypominam sobie bowiem w mediach propisowskich dobrych słów o tej organizacji. Nie było ich nawet wtedy, kiedy wśród nowo przyjętych państw Polska dostawała największe kwoty. Mowy nie ma, żeby ktoś z tychże mediów powiedział lub napisał, że coś powstało z środków unijnych albo dzięki Unii. Odnoszę wręcz wrażenie, że pisowscy politycy i ich zwolennicy patrzą na Unię jak na zło konieczne.

 
Toczy się walka o model państwa polskiego. Obecne władze polskie chciałyby, żeby Polska była narodowo-katolicko-konserwatywna, zaś ich przeciwnicy chcieliby Polski ponadnarodowej, świeckiej i liberalnej. Ta walka będzie się nasilać tak, jak nasilać się będzie w świecie spór między zwolennikami kreacjonizmu a ewolucjonizmu. W pewnym momencie dojdzie do ostrej konfrontacji. Jedni drugim będą chcieli narzucić swą wolę w tej mierze.

 
Jadwiga Staniszkis, socjolożka i niedawna kaczystka – „Nie można zrozumieć koncepcji porządku, także moralnego, w państwie bez świadomości korzeni w tradycji religijnej, która przeszła później do wymiaru świeckiego. W efekcie z jednej strony mamy system demokratyczny, w którym w zasadzie prawo tworzy się według standardu „mniejszego zła” (należy uwzględniać punkty widzenia z różnych perspektyw i wybierać ten poziom, który zadowala wszystkich, i to jest najczęściej właśnie „mniejsze zło”). Z drugiej mamy postawę religijną, w której kluczem jest właśnie to augustiańskie rozróżnianie dobra i zła, nierelatywizowanie, próba moralnego maksymalizmu. I te dwie perspektywy pozostają wobec siebie w napięciu”.

 
Krzysztof Warlikowski, reżyser teatralny święcący obecnie triumfy we Francji – „To, co przeżywamy dzisiaj, jest wielkim regresem w stosunku do Konstytucji 3 Maja, z której jesteśmy tacy dumni. W najbliższej perspektywie obawiam się wojującego katolicyzmu. Równie fundamentalnego, co fundamentalizm islamski. Dziś najważniejsza jest edukacja”. Ano edukacja – w pełni się z tym zgadzam, zakładając, iż będzie to edukacja prowadząca tyleż do wiedzy, co do wychowania wedle najwyższych wartości.

 
Z mody wychodzi określenie „wypasiony” i „on/ona już tak ma”. Dalej modne są „ruchy, ruchy, ruchy” – jako wezwanie do działania. Na portalu „wPolityce”, wielbionym przez zaprzyjaźnione pisówki, świetnie się wciąż mają: „masakrowanie”, „miażdżenie” i „zaorywanie”.

 
Najlepsza idea doprowadzona do skrajności staje się swoim zaprzeczeniem.