Kurier Plus - na drogach prawdy bozej

Baczcie pilnie, bracia, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. A nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Ef 5,15-20

W okresie wakacyjnym częściej niż zwykle wyruszamy na wycieczki i pielgrzymki. A nieraz w naszych wyjazdach łączymy wycieczkę z pielgrzymką. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Pielgrzymki przypominają naszą wędrówkę na ziemi ku niebu. Tradycyjnie już są one czasem intensywnej odnowy modlitwy. Dla pielgrzymów poszukujących właściwych im żywych źródeł sanktuaria są wyjątkowymi miejscami przeżywania ‘jako Kościół’ form modlitwy chrześcijańskiej”. Podróże zagraniczne św. Jana Pawła II nazywamy pielgrzymkami, zapewne i dlatego, że kulminacyjnym momentem każdej z nich była uroczysta Msza św. Św. Jan Paweł II odwiedził 130 krajów i około 900 miejscowości. Niektóre kraje odwiedził kilkakrotnie. Łączna długość pielgrzymkowych dróg Jana Pawła II wyniosła około 1 mln 700 tys. kilometrów. Długość ta odpowiada trzykrotnej odległości między Ziemią a Księżycem, czy prawie 30-krotnemu obiegnięciu Ziemi wokół równika. Poza Watykanem Jan Paweł II spędził w sumie ponad dwa lata swego 25-letniego pontyfikatu.

Wiele razy wyruszałem na pielgrzymki, ze świadomością, że jest to najbardziej owocna forma ewangelicznego przekazu. Aby się o tym przekonać wystarczy zapytać o to uczestników pielgrzymki do Ziemi Świętej. Anna Malinowska z Kanady, jedna z uczestniczek tej pielgrzymki napisała: „Wielkie Bóg zapłać za trud zorganizowania przepięknej pielgrzymki, jedynej w swoim rodzaju pielgrzymki do Ziemi Świętej i Jordanii. Muszę przyznać że jadąc z dziesięcioletnią córeczką nie spodziewałam się że to wyjątkowe miejsce, jakim jest Ziemia Święta, może nie tylko mnie odmienić ale również moje dziecko. Inne wartości zaczęły być dla nas ważne; innym okiem patrzymy na nasze życie, które stało się atrakcyjniejsze, bo wiemy że KTOŚ, ten JEDEN, JEDYNY jest… istnieje…i opiekuje się nami każdego dnia”.

Niedawno wróciłem z wycieczki do Hongkongu, Makao, Tajlandii, Malezji i Singapuru. Dla wielu z nas ten wyjazd był czymś więcej niż tylko wycieczką. Stawał się w pewnym sensie pielgrzymką, która pomagała nam pełniej odkrywać Boga w pięknie Jego stworzeń. Owocem tego śladu naszego podróżowania jest powstająca książka-album „Tropem nauki do Boga”. Punktem wyjścia tej książki są słowa z Księgi Mądrości: „Głupi z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę”. Tę myśl rozwija św. Paweł w Liście do Rzymian: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy”. Światem, który dostrzega nasze oko, a umysł podziwia jego piękno w sposób szczególny zajmują się nauki ścisłe. Stąd też uczestniczka tej wycieczki pani profesor Małgorzata Cieszkowska, dziekan wydziału chemii w Brooklyn College wybrała budujące wypowiedzi na temat wiary wybitnych uczonych w dziedzinie nauk ścisłych, najczęściej laureatów Nagrody Nobla, które będą wkomponowane w piękno świata, który podziwialiśmy w czasie naszej wycieczki – pielgrzymki. Sądzę, że będzie to bardzo pożyteczna książka, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy promuje się pogląd, że człowiek uczony jest daleki od wiary.

W czasie naszej wycieczki, czy raczej pielgrzymko – wycieczki, prawie każdy poranek w autobusie witaliśmy pieśnią, którą napisał poeta Franciszek Karpiński: „Kiedy ranne wstają zorze / Tobie ziemia, Tobie morze, /Tobie śpiewa żywioł wszelki: Bądź pochwalon, Boże wielki!”. Dla chętnych i tych, którzy bardziej potraktowali wyjazd jako pielgrzymkę niż wycieczkę była odprawiana prawie codziennie Msza święta. Z powodu braku dostępu do kościołów katolickich, była ona sprawowana w różnych warunkach – w hotelowych pomieszczeniach lub na łonie natury. Te msze pod gołym niebem zapisywały się najmocniej w sercu i pamięci. Były one sprawowane niejako na ołtarzu Ziemi. Sklepienie tej nadzwyczajnej katedry stanowił błękit nieba, a w jej ściany wplatała się tropikalna zieleń przytykana barwnymi kwiatami. Za ziemskimi organami zasiadały całe gromady kolorowych ptaków, których śpiew współgrał z szumem morza. Nie przeszkadzały nam w tym, dolatujące w oddali buddyjskie melodie, czy gwar zapędzonego miasta. Niejako cały świat stawał przy naszym ołtarzu, aby wielbić Boga. Na ołtarzu był biały chleb przywieziony z Nowego Jorku. Kapłan brał go do rąk i powtarzał słowa Chrystusa: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane”. I tak w odległym zakątku świata spełniała się zapowiedź z dzisiejszej Ewangelii: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie”.

Aby w nas dokonał się cud wieczności trzeba wyciągnąć rękę po ten Chleb i spożywać go. Wyciągnięta ręka winna być przygotowana na przyjęcie pokarmu z nieba. O tym przygotowaniu pisze św. Paweł w Liście do Efezjan: „A nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach”. Nora Gallagher w książce „Święta uczta” pięknie pisze o wyciągniętej ręce po ten Chleb. Opowiada między innymi przeżycia przyjaciółki, która po raz pierwszy przyjęła Komunię świętą. Tak wspomina: „Przyszedł moment, kiedy uświadomiłam sobie, że mam otworzyć dłoń, aby przyjąć Komunię. Kiedy już podeszłam bardzo blisko usłyszałam wyraźny głos Boga: ‘Dziewczynko podejdź blisko i otwórz swoje dłonie”. Wezwanie do otwarcia dłoni przywołało wspomnienie dzieciństwa: „Pamiętam, jak po raz pierwszy i ostatni w wieku 12 lat ukradłam w sklepie cukierek, który mocno zacisnęłam w dłoni. Oczywiście sprzedawca mnie przyłapał na kradzieży i kazał mi otworzyć dłoń. To było straszne. Nie chciałam tego uczynić, aż sprzedawca przywołał mamę. Otwarta dłoń mówiła, że jestem złodziejką. Taki wstyd”.

Stając przed Chrystusem Eucharystycznym otwieramy nie tyle ręce co nasze serce. Nie wystarczy, że jest ono wolne od grzechu. Mamy przygotować w naszym sercu ucztę dla tak ważnego Gościa. Św. Charbel Makhlouf, libański mnich, pustelnik, cudotwórca i uzdrowiciel podpowiada nam, czego nie może zabraknąć na uczcie naszego serca: „Każdy człowiek, który nie kocha, gdyż przez grzechy zniszczył w sobie zdolność do miłości, jest w stanie śmierci ducha, ponieważ dobrowolnie zerwał więzy życia i miłości, które jednoczyły go z Bogiem. Miłość jest jedynym skarbem, który możecie zgromadzić w ciągu ziemskiego życia i który będzie trwał na wieki. Wszystkie bogactwa materialne, sława, władza, pozycja społeczna i najróżniejsze sukcesy wraz ze śmiercią pozostaną na tym świecie. W chwili śmierci będzie się liczyła tylko miłość. Kto stanie przed Bogiem bez miłości, będzie musiał ponieść wszystkie konsekwencje swoich grzesznych wyborów i egoistycznego postępowania. To będzie straszne doświadczenie prawdziwej śmierci ducha, zmarnowania całego życia. Miłość powinna królować w Waszych sercach, a pokora w Waszych umysłach”.
m