Komitet Ocalenia Ukrainy to namiastka rządu ukraińskiego na emigracji w Moskwie.

Został powołany w poniedziałek przez Mykolę Azarowa, byłego premiera ostatniego rządu prorosyjskiego w Kijowie. Polakom przypomina oczywiście Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który się utworzył na polecenie Stalina i wydał swój Manifest PKWN 22 lipca 1944 roku. Następnie ZSRR rządził w Polsce przez swych agentów przez następne 45 lat.

Do komitetu weszli skompromitowani politycy ukraińscy, którzy nie mają żadnego poparcia w swoim kraju. Muszą natomiast mieć poparcie Moskwy, skoro zgodziła się na ogłoszenie takiego dziwacznego tworu, albo wręcz stoją za tym rosyjskie tajne służby. Komitet odcina się od byłego prezydenta Ukrainy, Wiktora Janukowycza, który także przebywa w Rosji. Ma wprawdzie dużo pieniędzy ukradzionych w Kijowie, ale odmówił Komitetowi poparcia.

Powołanie KOU może być wstępem do utworzenia marionetkowego rządu na wschodnich terenach kraju będących pod faktyczną kontrolą Moskwy. A to zapowiada rozszerzenie wojny na nowe tereny. Rebelianci prorosyjscy nie mają takiego ciężaru gatunkowego, jak politycy zasiadający przez kilka lat w ministerialnych gabinetach w Kijowie.

Jest to kolejny element wojny hybrydowej, jaką Rosja prowadzi z Ukrainą bez formalnego wypowiedzenia wojny. Rosja liczyła na wojskowe rozwiązanie na polu walki ale obecnie wydaje się stawiać na dywersję rozmaitego rodzaju, na przykład prowokując protesty społeczne czy tworząc takie ciała, jak KOU. Tak samo Moskwa postępowała w Afganistanie, gdzie utworzyła marionetkowy rząd w roku 1979, poczym krwawo broniła tej władzy aż do własnej klęski. W czasie II wojny światowej również utworzyła rząd w Finlandii, składajacy się z loklanych alkoholików. Natomiast KOU składa się z ukrainskich złodziei, którzy okradli swe państwo i współobywateli.

W komentarzach na ten temat pojawiają się także domysły, że to nie jest jakaś przemyślana intryga Kremla, ale inicjatywa polityków ukraińskich na emigracji w Moskwie. Niektórzy z nich znaleźli się w trudnej sytuacji, więc próbują wyciągąć z Rosji pieniądze na swe utrzymanie. Zaś w odpowiedzi mogli usłyszeć: „pokażcie co potraficie, a może znajdą się dla was ruble.” Z powodu zachodnich sankcji oraz spadku cen ropy nafowej o połowę, Rosja jest sama w trudnej sytuacji, więc nieskora do pochopnego wydawania pieniędzy.

Mykola Azarow oświadczył więc, że jest to ukraiński rząd na wychodźctwie. Zebrał w nim ludzi, którzy „swym praktycznym doświadczeniem wiedzą jak i są w stanie wyprowadzić kraj z kryzysu, zakończyć bratobójczą wojnę i zapewnić krajowi rozwój.” Stwierdził też, że Ukraina powinna być państwem neutralnym. W praktyce oznacza to zależność od Rosji. Przy ogłaszaniu komunikatu o powołaniu KOU był obecny Wołodymyr Olijnyk jako kandydat na prezydenta kraju. KOU wezwał obywateli Ukrainy do „pokojowego protestu” z żądaniem „odejścia zbrodniczego reżimu” w Kijowie. Od stycznia bieżącego roku Azarow jest ścigany przez Interpol międzynarodowym listem gończym na wniosek rządu w Kijowie w związku z zarzutami nadużywania władzy. Uciekł z Ukrainy w lutym 2014 roku. Przez Interpol ścigany jest również były prezydent Janukowycz.

Mimo utworzenia w Moskwie KOU minister spraw zagranicznych rządu w Kijowie Pawło Klimkin powiedział, że Ukraina może zawrzeć pokój z Rosją. Jednak zastrzegł, że bez oddania Krymu „nie będzie normalizacji” stosunków między obu państwami, mimo zawarcia pokoju.

W wywiadzie dla Associated Press minister Klimkin powiedział, że Rosja powinna rozpocząć „prawdziwe negocjacje” w sprawie rozejmu i stabilizacji na wschodnich terenach Ukrainy. A stabilizacja wymaga przeprowadzenia uczciwych wyborów pod nadzorem międzynarodowym. Wojsko i siły specjalne Rosji mają kontrolę nad opanowanymi przez rebeliantów regionami Doniecka i Łużańska. Jako dowód podał zatrzymanie kilka dni temu przez wojsko ukraińskie ciężarówki wypełnionej bronią, którą prowadził oficer rosyjskich służb specjalnych. Moskwa zaprzecza, by jej siły brały udział w wojnie, która pochłonęła 6400 ofiar śmiertelnych oraz zmusiła do ucieczki 1,5 miliona ludzi.

Klimkin przyznał, że Ukraina nie może wygrać wojskowo wojny ale może odnieść w niej sukces dzięki poparciu „wspólnoty międzynarodowej”, która uważa Rosję za agresora. Uważa, że jego kraj osiagnął punkt bez odwrotu w reformie rzeczywistości postsowieckiej, zwalczając korupcję i decentralizując kraj. „Demokratyczna i europejska Ukraina jest koszmarem dla Rosji”, ale jego kraj jest zdecydowany iść drogą reform prowadzącą do Unii Europejskiej.

Ministrowie spraw zagranicznych mają skłonność do wzniosłych i stanowczych słów. Prawda jest jednak taka, że Unia Europejska nie chce Ukrainy wśród swoich członków nie tylko dlatego, aby nie drażnić Rosji. Nie chce również dlatego, że jest to państwo w zapaści a UE ma poważny problem z Grecją i paroma innymi państwami Europy południowej. Jeżeli Rosja postanowi zająć poważną część kraju i zainstalować tam marionetkowy rząd wyłoniony z „Komitetu Ocalenia Ukrainy”, to Zachód jej w tym nie przeszkodzi, jak nie przeszkodził w przejęciu władzy w Polsce przez PKWN.