Premier Izraela spróbuje je torpedować przy pomocy proizraelskiego lobby w USA. Jeśli porozumienie utrzyma się, to będzie największym sukcesem zagranicznym prezydenta Baracka Obamy.
Iran zgodził się na ograniczenie swych zdolności budowy broni jądrowej pod ścisłym nadzorem międzynarodowym w zamian za zniesienie sankcji gospodarczych. Zdaniem Waszyngtonu uczyni to świat bezpieczniejszym sprzyjając odwrotowi od radykalizmu w Iranie oraz zacieśnieniu więzi z Zachodem. Rząd amerykański uważa, że Iran powinien okazać teraz dobrą wolę uwalniając trzech więzionych Amerykanów i pomóc w poszukiwaniu czwartego, który zaginął trzy lata temu.
Prezydent Obama musi teraz przekonać kongresmanów do poparcia układu z Iranem. Kongres ma 60 dni na przestudiowanie tekstu, dopiero potem prezydent może wydać rozporządzenie o zniesieniu sankcji nałożonych na Iran. Obama uprzedził, że zawetuje każdą ustawę próbującą zapobiec wcieleniu układu w życie. Republikanie bowiem zarzucają administracji, że poszła na daleko idące ustępstwa wobec Teheranu. Spiker izby reprezentantów John Boehner stwierdził, że Obama „porzucił” początkowy cel pozbawienia Iranu zdolności budowy broni jądrowej oraz zapowiedział uczynić wszystko, co w mocy republikanów, żeby nie dopuścić do realizacji. Na co Obama odrzekł, że „twarda mowa z Waszyngtonu nie rozwiązuje problemów”.
Prezydent zadzwonił do sojuszników na Bliskim Wschodzie informując o przyjętych warunkach powstrzymania zbrojeń nuklearnych Iranu.

Sunniccy przywódcy państw Zatoki Perskiej byli zaniepokojeni, że zniesienie sankcji gospodarczych wzmocni szyicki Iran i zachęci do poszerzania wpływów w regionie. Zaś premier Netanjahu ocenił, że Iran nie tylko posiądzie broń nuklearą z powodu tego porozumienia, ale także zdobędzie mnóstwo gotówki po zniesieniu sankcji, żeby mógł nadal popierać terroryzm. Sekretarz stanu John Kerry odpowiedział, że okładanie Iranu sankcjami dopóki nie skapituluje nadaje się na całkiem dobre przemówienie polityczne „ale nic nie osiągnie poza światem fantazji”.

Porozumienie przewiduje, że sankcje gospodarcze zostaną zniesione dopiero po oświadczeniu inspektorów Międzynarodowej Agencji Energi Atomowej, że Iran wypełnia warunki, a to może potrwać kilka miesięcy potrzebnych na przeprowadzenie kontroli. W przyszłym tygodniu będzie przyjęta nowa rezolucja rady bezpieczeństwa ONZ zawierająca stare sankcje gospodarcze oraz warunki ich zniesienia. Natomiast pozostają w mocy inne sankcje nie związane z bronią jądrową i zakaz handlu między Iranem a USA. W rozmowach z Iranem brali udział, obok sekretarza stanu Kerry’ego, przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji, Chin i Niemiec i Unii Europejskiej.

Iran zobowiązał się zmniejszyć liczbę wirówek – które wzbogacają uran – z 19 tysięcy do około sześciu tysięcy oraz ograniczyć pułap wzbogacania uranu do 3,67 proc. uranu jakości bojowej. (W wypadku budowy broni jądrowej wzbogacenie wynosi 90 proc.) Ograniczenie to obowiązuje co najmniej przez 15 lat. Irański arsenał nisko wzbogaconego uranu zostanie zmniejszony z 10 ton do 300 kg, a ta resztka zostanie prawdodobnie kupiona przez Rosję.

Teheran musi także usunąć rdzeń reaktora na tzw. „ciężką wodę” zdolnego produkować paliwo z którego otrzymuje się pluton do budowy bomby atomowej. Po przebudowie reaktor będzie produkował pluton do celów pokojowych, bez właściwości wybuchowych. Całość tych warunków ma sprawić, że Iran potrzebowałby co najmniej roku, by osiągnąć przełom potrzebny do produkcji jednej bomby jądrowej – jeśli uda mu się przechytrzyć kontrolerów i zechce zerwać ten układ.
Krytycy porozumienia twierdzą, że w pozostałych, szczegółowych warunkach USA poszły na niedopuszczalny kompromis z Iranem. Premier Netanjahu nazwał to „historyczną pomyłką” i zagroził aluzyjnie atakiem wojskowym na Iran. Próbował nie dopuścić do układu z Teheranem zwracając się wprost do Kongresu USA o jego blokadę, w przemówieniu na Kapitolu na początku br., rzucając tym samym wyzwanie prezydentowi Stanów Zjednoczonych w jego własnej stolicy.

Kiedy układ został osiągnięty, premier powinien raczej uznać fakt dokonany i naprawić stosunki z Obamą. Stały się złe, jak nigdy między prezydentem amerykańskim a izraelskim premierem w ciągu ponad 30 lat.

Jednak z reakcji Netanjahu wynika, że użyje wpływów lobby proziraelskiego w Kongresie, aby postawić na swoim. Ryzykuje, że Izrael nie będzie mógł oczekiwać przychylności Ameryki przez półtora roku, do końca kandecji Obamy. A jeśli kalkuluje, że następny prezydent będzie z republikanów, którzy są bardziej wojowniczy w sprawach zagranicznych, to może ciężko się przeliczyć.

Efraim Halevy, były szef Mossadu, izraelskiego wywiadu uważa, że Izrael ciężko zapłaci, jeśli Netanjahu będzie zbyt agresywnie wtrącał się amerykańską debatę publiczną na temat nuklearnego porozumienia z Iranem.