Ustępujący prezydent Bronisław Komorowski wybrał się do Niemiec uczcić rocznicę – nawet nie okrągłą – zamachu na Hiltera 20 lipca 1944 roku.

Zamach ten został dokonany przez Clausa von Stauffenberga. Grupa wyższych oficerów Wermachtu próbowała pod jego dowództwem usunąć wodza III Rzeszy, kiedy okazało się, że przegrywa wojnę. Chcieli uratować dla Niemiec ile jeszcze można wtedy było, w tym granicę wschodnią z 1914 roku, czyli Poznańskie i Pomorze pozostałoby poza Polską. Zamach nie udał się przez przypadek a zamachowcy zostali okrutnie ukarani.
Wątpliwe, żeby koalicjanci chcieli rozmawiać z nowymi władzami III Rzeszy, gdyby zamach się udał. Natomiast fakt zamachu wykorzystuje obecnie propaganda niemiecka dla tworzenia mitu jakiegoś „ruchu oporu” w Niemczech hitlerowskich. Tymczasem żadnego ruchu oporu nie było poza „Białą Różą” czyli grupką studentów rozkładających ulotki antynazistowskie w 1943 r. przez parę miesięcy. Zostali schytani i zabici. To raczej oni są bohaterami. Natomiast Claus von Stauffenberg był nazistą, brał udział w najeździe na Polskę we wrześniu 1939 roku. Z podbitego kraju pisał do żony listy o treści obelżywej dla Polaków i Żydów, których postrzegał jako brudną ale mało wymagającą siłę roboczą dla niemieckiego rolnictwa. Von Stauffenberg i jego współspiskowcy służyli wiernie Hitlerowi do pewnego czasu. Pragnęli usunąć wodza ludobójcę dopiero wtedy, kiedy okazało się, że nie osiągnie celu poddania Europy niemieckiemu władaniu. Wolno więc uznać ich za zdespoerowanych „utrwalaczy władzy nazistowskiej”.
To zrozumiałe, że Niemcy czczą takich bohaterów antyhitlerowskich, na jakich ich stać. Lecz trudno pojąć, dlaczego bierze w tym udział prezydent Rzeczpospolitej Polskiej. Komorowski w Niemczech złożył kwiaty pod tablicą na cześć „przywódcy antyhitlerowskiego ruchu oporu” von Stauffenberga. Obecny na uroczystości z 8 lipca Hans Poettering, dyrektor Fundacji Konrada Adenauera a wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego powiedział przy tej okazji, że „niecałe dwa tygodnie po zamachu z 20 lipca 1944 roku Armia Krajowa rozpoczęła w Warszawie powstanie zbrojne przeciwko niemieckiemu okupantowi.” A to ci dopiero zbieg okoliczności!
Czyżby zbuntowany oficer nazistowski stał się natchnieniem dla Polaków? Tego nie powinno się wykluczać, jeżeli brać serio wypowiedź Komorowskiego. Odezwał się bowiem w te słowa: „W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 rokuk wpisuje się, niezależnie od intencji, także w ten kalendarz wydarzeń, w którym funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 roku, a więc tradycja zamachu na Hitlera.” Jak to rozumieć? Oto powstaje pod niemieckim patronatem tradycja wspólnej walki oficerów Wermachtu i Armii Krajowej przeciw Hitlerowi. Słowa służące za bezpieczniki: „w jakiejś mierze” oraz „niezależnie od intencji” mają nam ułatwić przełknięcie tezy współczesnej niemieckiej propagandy historycznej wybielającej Niemców nazistowskich.
Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciwko Zniesławieniu wystosowała do prezydenta Komorowskiego list otwarty, w którym czytamy m.in. Oświadczamy, że w ostatnich dniach urzędowania Pan Prezydent swoim czynem jasno pokazuje, że bliskie jest mu niemieckie spojrzenie na historię II wojny światowej, które relatywizuje niemiecką odpowiedzialność i doszukuje się pozytywnych bohaterów, tam gdzie ich – z polskiego punktu widzenia – znaleźć nie można. Claus von Stauffenberg był niemieckim militarystą, może i patriotą z niemieckiego punktu widzenia, ale jego cele działania i motywacje nie miały nic wspólnego z dobrem Polski i jej pomyślnością, a obchody ku jego czci także z dobrem Polski (ale także ogólnoeuropejskim), nic wspólnego nie mają. Prezydent Rzeczypospolitej występujący w tych okolicznościach uwiarygodnia niemiecką narrację historyczną, której ostrze wielokrotnie było skierowane przeciwko Polsce. Tym bardziej Pański postępek należy potępić, jeśli wspomni się całkowitą bezczynność Pańskiego urzędu prezydenckiego w kwestiach coraz częściej pojawiających się oskarżeń o odpowiedzialność Polski za wymordowanie Żydów, utworzenie „polskich obozów koncentracyjnych” itd. Sam Pan w kontekście Holocaustu odnośnie Polaków użył sformułowania „naród sprawców” co już samo w sobie jest obelgą.
List ten podpisało grono uczonych i publicystów, w tym prof. Andrzej Nowak, prof. Andrzej Zybertowicz, posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, Tadeusz Płużański, prezes Fundacji „Łączka” i Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia.
Europoseł PiS Kazimierz M. Ujazdowski wytyka z tej okazji Komorowskiemu, że przeoczył 50 rocznicę słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, który rozpoczął pojednanie polsko-niemieckie zawierając zdanie „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Ujazdowski dowodzi, że polscy hierarchowie, z głównym twórcą arcybiskupem wrocławskim Bolesławem Kominkiem, już wtedy myśleli i przełamaniu układu jałtańskiego, dzielącego Europę między Sowietów i państwa zachodniej demokracji. List ten precyzyjnie przypomina niemieckie zbrodnie i ukazuje polski wkład w europejską kulturę. Tak powinno uprawiać się polską politykę historyczną.