W najbliższą niedzielę 12 lipca Grecja zostanie bez pieniędzy, jeśli Centralny Bank Europejski odetnie kredyt bankom greckim. A to nastąpi, jeśli do soboty rząd grecki nie ułoży się ze swymi wierzycielami.

„W poniedziałek możemy się obudzić w nowej Europie”, ostrzegł Donald Tusk, Przewodniczący Rady Europy. Przemawiający w środę w Parlamencie Europejskim w Brukseli premier grecki Aleksis Cipras został wybuczany przez część posłów. Natomiast przebywająca z wizytą na Bałkanach kanclerz Angela Merkel oświadczyła, że Niemcy udzielą krajowi pomocy humanitarnej w postaci dostaw lekarstw i żywności. Niektórzy Grecy uznali to za wyrafinowaną groźbę, że Niemcy nie pozwolą umrzeć mieszkańcom z głodu i chorób, jednak nie umorzą długu (obecnie wynosi 88 miliardów euro) i pogodzą się z bankructwem Grecji. Wszystkie lekarstwa i większość żywności pochodzi z importu.
Nastroje w Niemczech są zdedycowanie antygreckie. Najpopularniejszy tabloid Bild zamieścił na okładce zdjęcie Angeli Merkel w pikelhaubie, aby wyglądała jak legendarny kanclerz Otto von Bismarck i dał tytuł „Dziś trzeba Żelaznego Kanclerza. Żadnych nowych miliardów dla Grecji!”.
Sytuacja jest tak napięta, że prezydent Barack Obama zadzwonił do Merkel i Ciprasa wzywając oboje liderów do kompromisu. Cipras przedstawił im swoje pomysły ugody. Merkel zgodziła się z Obamą, że możliwe porozumienie powinno umożliwić Grecji reformy, wzrost gospodarczy oraz spłatę długu w ramach strefy euro. Nie wiadomo, czy Obama dostał od rozmówców obietnice większej elastyczności w negocjacjach.
Nie tylko rząd grecki, ale również Międzynarodowy Fundusz Walutowy twierdzą, że umorzenie części długu (nie tylko wobec Niemiec) jest konieczne dla osiągnięcia porozumienia.

Natomiast niemieccy politycy i opinia publiczna nie chce o tym słyszeć. Kanclerz Merkel jest w podwójnym uścisku: nie chce przejść do historii jako przywódca, który dopuścił bankructwo Grecji, wyjście ze strefy euro i groźne a nieznane jeszcze skutki. Z drugiej strony jest pod potężnym naciskiem w kraju. W jej własnym rządzie wielu polityków przyjęło postawę „pozbądźmy się ich, choćby nie wiadomo co”. Wielu Niemców uważa, że bez stalowych przepisów, które wymuszą zdrowe postępowanie narodów europejskich, rozpadnie się plan zjednoczenia kontynentu. Ustępstwa wobec populistów w Grecji zachęcą innych w Hiszpanii i we Włoszech i wkrótce w całej Europie zapanuje chaos. Dlatego Merkel konsekwentnie odrzucała do tej pory porozumienie przewidujące umorzenie długów.
Twarda postawa Merkel jest zgodna z niemiecką mentalnością, że kto pożyczył, musi oddać. Język niemiecki ma jedno słowo na określenie „długu” i „winy”. Nie jest tu popularne życie na kredyt; krzystanie z kart kredytowych należy do najniższych w Europie a wielkie sklepy hurtowe przyjmują w zapłacie tylko gotówkę. Wszakże warto pamiętać, że Niemcy zapominają o tym, jak sami stali się niemal bankrutami po II wojnie światowej. Tego losu uniknęli dzięki umorzeniu połowy długów zagranicznych, w tym wobec Grecji.
Dzisiaj pani kanclerz chce uniknąć sytuacji, w której to ona podejmuje decyzję o usunięciu Grecji ze strefy euro. Pragnie zostawić decyzję rządowi greckiemu. Postawiła twarde warunki i niech Ateny decydują, czy je przyją, czy wyjdą z eurostrefy.
W środę Grecja poprosiła o przyznanie pakietu pomocy na trzy lata. Przyjęła część warunków narzuconych przez wierzycieli. W liście rządu do przedstawicieli eurostrefy rząd nie określił, jak dużej oczekuje pomocy ani nie podaje szczegółów obiecanych reform. Napisał tylko w krótkich słowach, że zgadza się na zmiany w pobieraniu podatków i wypłacie emerytur i może zacząć to wprowadzać od przyszłego tygodnia. Ateny miały czas do piątku rano na podanie konkretów. W chwili wysyłania numeru do drukarni szczegóły nie były znane.
Wysłanie takiego listu z deklaracjami reform i prośbą o pomoc stanowi pierwszy krok w stronę wypełniania żądań zagranicznych wierzycieli. We wtorek Ateny dostały ultimatum: albo będzie porozumienie z kredytodawcami do niedzieli w sprawie reform i oszczędności, albo Europejski Bank Centralny odetnie banki greckie od pożyczek. Wtedy Grecja będzie zmuszona wrócić do starej waluty drachmy i opuścić strefę euro.
Premier Cipras twierdzi, że nie chce konfrontacji. Pozbył się z rządu ministra finansów Janisa Warufakisa, który twardą postawą na granicy arogancji wywołał gniew europejskich wierzycieli. W Parlamencie Europejskim usprawiedliwiał swój kraj, że dostał najtwardsze warunki spośród innych krajów w podobnej sytuacji. Unijne zalecenia z poprzedniego pakietu pomocy „przyniosły biedę i powstanie długu publicznego”. Odpowiedzialnością za to obarczył poprzednie rządy w Atenach, które były „skorumpowane” a także państwa europejskie, bo wymusiły przyjęcie tego nieskutecznego programu. Pieniądze z pomocy nie trafiły do Greków, ale do instytucji banków za granicą. A to uniemożliwiło odbudowę gospodarki stawiając Grecję na skraju katastrofy.