DSC_0084

 

W całym mieszkaniu czuć swąd przypalonej kiełbasy. Sąsiedzi świętują. Pod gwiaździstą flagą. Pod plastykowym parasolem. Z prawej dmuchany basen dla dzieci. Z lewej buda dla psa. Na środku symbol rodziny, tradycji, Polski. Stół. A na nim mięso o smaku przyprawy do mięsa. Kwaśniejące sałatki. I zimny „browar”. 4 lipca można poczuć się jak w domu. W końcu i tutaj, w kraju nieustającego święta pracy, nastaje długi weekend. Można się spotkać i trzeba. Na wygolonym łonie natury. Skrawku przydomowego ogródka. Kilkudziesięciu centymetrach świeżego powietrza. Rozpalić rozpałkę. Schłodzić niskogatunkowy trunek. Rzucać mięsem. W sensie metaforycznym. I ścisłym. Bo sąsiedzi mówią po polsku bardzo wyraźnie. Z południowo-wschodnim akcentem. Ze swadą, którą osiągnąć można już przy trzeciej butelce. A przecież na tym się nie skończy. Będą jeszcze śpiewy. Może tańce. Może płacz. Zależy jak mocno trzymają korzenie. Jak bujna słowiańszczyzna porasta ich dusze. Jak silna tęsknota za czasem utraconym. Jabłonką pod niskim niebem. I całym tym ojczyźnianym landszaftem. Który rozpościera się niczym wielki plakat. Nad każdą parą butów ogrodowych typu Crocs, dotykających trawnika przed domem, nonszalancko zzutych i porzuconych pod białym krzesełkiem z polipropylenu.

sage

Trochę zazdroszczę, ale bardziej nie. Trochę bym chciała wymachiwać flagą przy wtórze fajerwerków. Bo tradycja. Instynkt stadny. Poczucie przynależności. I coś na kształt nostalgii. Ale chyba wolę się odosobnić. Zaszyć. Przeczekać. Odkąd nie używam alkoholu, słabo znoszę spotkania przy polskich stołach. Trzeźwość źle robi na percepcję. Upojenie wzmaga tolerancję. Przytomność umysłu dalece ją stępia. Niemożność dostrojenia się do reszty odurzonych odczuwam boleśnie. Przyglądanie się z bliska wykrzywionym w pijackim grymasie twarzom, nie należy do przyjemności. Szczególnie, gdy alkohol wyciąga na powierzchnię to, co paskudne, nikczemne, złe. Obnaża i ośmiesza. Zamieniając interlokutora w zjawisko ciężkostrawne. Które długo jeszcze odbija się czkawką. W stanie intelektualnej przytomności dramatycznie zawęża się przestrzeń tolerancji dla dyskusji politycznych (my- oni, mgła-brzoza, homo-hetero, wino-wódka), opowieści powtarzanych przy każdej okazji, okraszonych suto przymiotnikami, których bohater nadyma się niczym balon klimatyczny i unosząc nad stołem rzuca długi cień na resztę. Zdominowani biesiadnicy może chcieliby o czymś innym, z kimś innym, w ogóle inaczej, ale poddają się terrorowi Wielkiej Osobistości, tak wielkiej, że czasem pęka z hukiem. Zacietrzewia się, zapala. Wstaje od stołu i trzaska drzwiami. Chyba, że rzecz się dzieje w ogródku. Wtedy nieco trudniej. O teatralne gesty. Które tak kocha. I za które wszyscy go kochają. Bo jest ozdobą przyjęć. Ma niekłamany czar, imponującą wiedzę. Ale nie ma umiaru. Zatraca się w spożyciu. I przemienia. We własną karykaturę.

sage

„Trzeba uważać w towarzystwie na tych ludzi, którzy nigdy nie zwracają się do swoich sąsiadów przy stole, lecz zawsze do całego towarzystwa, chcą, aby każdy z obecnych słuchał każdego ich słowa, pilnie uważają, by ani jedno słowo nie potoczyło się im pod stół, bezustannie opowiadają historie, wygłaszają referaty, aby potwierdzić swoją wybitność i aby oczarować towarzystwo. Takich ludzi mile i chętnie zaprasza się do towarzystwa, ponieważ zajmują uwagę obecnych, zaspokajają ich ciekawość, a niekiedy potrafią stworzyć przyjemny nastrój, ku zadowoleniu zebranych. Lecz są to fałszywi prorocy: nie to jest dla nich ważne, co mówią, nawet nie to, że przekonują tych, do których mówią; ważne jest dla nich tylko i wyłącznie zaspokojenie własnej próżności. Wskazane jest starannie unikać towarzystwa takich ludzi.” Sandor Marai. „Księga ziół”.

Biesiadowanie jest zajęciem wyczerpującym. Szczególnie na trzeźwo. Szczególnie w lipcu. Kiedy fajerwerki tylko na niebie. A przy stole smutne rodaków rozmowy, krwawe monologi i marne puenty. Ale nie zawsze tak być musi. Można pochylić się ku sobie. Znaleźć chwilę intymności. Zapytać o rzeczy ważne. I posłuchać odpowiedzi. Spotkać się. A nie tylko usiąść przy wspólnym stole.
Napisz do autorki:
[email protected]