Na początku tygodnia stała się rzecz bez precedensu. Rozwinięte państwo europejskie nie zapłaciło raty pożyczki udzielonej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, dołączając tym samym do takich bankrutów, jak Somalia, Sudan, czy Zimbabwe.

W ostatni poniedziałek banki w Grecji zostały zamknięte, do bankomatów stanęły długie kolejki ale wypłaty zostały ograniczone do 60 euro. Przyciśnięty do muru rząd rozważa zamach na prywatne oszczędności obywateli.

Grecki premier Aleksis Cipras poprosił partnerów europejskich o przedłużenie programu pomocy finansowej chociaż do 5 lipca. Zgodził się na wszystkie warunki konferencji ministrów finansów strefy euro, jednak postawił własne. Jego prośba została odrzucona. Przewodniczący eurogrupy powiedział, że „sytuacja polityczna nie zmieniła się. Nie ma więc podstaw do zmiany naszej decyzji.”

5 lipca w niedzielę, odbędzie się w Grecji referendum z pytaniem, czy Grecy zgadzają się na przyjęcie warunków eurogrupy kontynuowania pomocy finansowej dla zbankrutowanego kraju. Czyli na dalsze wyrzeczenia na skalę nie spotykaną od Wielkiego Kryzysu lat 1930. W ostatnich pięciu latach, gdy trwa ta tragifarsa, dochód narodowy kraju spadł o jedną czwartą, bezrobocie wynosi 25 procent a wśród młodzieży 50 procent. W dużej części to skutek narzuconych przez wierzycieli twardych oszczędności w wydatkach publicznych. Żądali oni zmniejszania deificytu za bardzo i za szybko, czemu uległ poprzedni rząd. Ale w rezulatacie do władzy w wyborach doszła partia Syriza, radykalna lewica.

Premier Cipras wezwał Greków do głosowania „nie”, czyli odrzucenia warunków. Uważa, że dzięki temu będzie miał mocniejszą pozycję od poniedziałku w targach z eurogrupą.

Agencja ratingowa Moody’s – nie czekając na wynik – już obniżyła ocenę obligacji greckich do poziomu śmieciowych. To drastycznie zmniejsza możliwość wsparcia przez prywatnych kredytodawców, a więc osłabia pozycję Aten w targach z rządami eurostrefy. Cipras prowadzi negocjacje jako suwerenny przywódca, który ma mandat swych obywateli. Jednak jego partnerzy też posiadają mandat obrony interesów swoich podatników, i nie mogą zgodzić się na wydawanie pieniędzy bez stawiania warunków.

Grecki minister finansów Warufakis jest specjalistą w dziedzinie teorii gier, był profesorem na uniwersytecie w Teksasie. A teraz prowadzi z Europą grę na krawędzi katastrofy, kalkulując, kto pierwszy przestraszy się możliwych skutków. Doczekał się, że Romano Prodi były przewodniczący Komisji Europejskiej przypomiał, że I wojna światowa też zaczęła się od incydentu na Bałkanach, w żadnej proporcji do kolosalnych następstw.

Nad strefą euro uniosło się widmo porzucenia euro a nawet wyjścia Grecji z Unii Europejskiej. Żeby tylko tyle! Zbankrutowane państwo zacznie się załamywać, chaos i anarchia grozi Europie południowej, gdyż w następnej kolejności znajdą się Portugalia i Hiszpania równie zadłużone. A to oznaczałoby milionową falę uchodźców do pozostałych krajów dzięki otwartym granicom w ramach Unii Europejskiej. Co gorsza, Ateny już umizgują się do Moskwy w nadziei, że unikną upadku przy pomocy Rosji.

Czy tylko sama Grecja jest winna swej tragedii? Wina leży po obu stronach. Owszem, rząd który doprowadził do katasfrofalnego zadłużenia kraju fałszował dane finansowe, zresztą przy pomocy fachowców z Goldman Sachs, aby zaciągać większe pożyczki. Następny rząd odkrył te fałszerstwa, co uruchomiło obecny kryzys pięć lat temu, i zgodził się na twarde oszczędności w zamian za nowe kredyty. Ale musiał ustąpić obecnemu rządowi Siryzy, bo Grecy uznali, że mają dosyć wyrzeczeń.

A jaka jest wina drugiej strony? W maju 2010 r Międzynarodowy Fundusz Walutowy został wezwany przez władze europejskie do udziału w finansowym ratunku dla Grecji. MFW udziela państwom nagłych pożyczek pod warunkiem, że zastosują środki, często drastyczne, ale wiodące do wzrostu gospodarczego, a w zamian uzyskają darowanie części lub całości długów. Niestety, poprzedni szef funduszu Dominique Strauss-Kahn zignorował te reguły. W owym czasie dług państwowy Grecji wynosił 133 procent dochodu narodowego i powinien zostać umorzony. Ale Kahn nakazał Atenom pełną spłatę długów. Eurokraci uważali, że darowanie długów greckich wywoła panikę, ponieważ w podobnie trudnej sytuacji znalazły się wtedy Portugalia, Irlandia, Włochy i Hiszpania. To znaczy, że MFW nie działał w interesie Grecji – jak powinien – ale całej euostrefy. Jednak prawdziwym skandalem było to, że banki niemieckie i francuskie miały duży udział w wierzytelnościach Aten. Darowanie Grecji długów spowodowałoby ich wielkie straty i konieczność dofinansowania przez podatników francuskich i niemieckich. Kanclerz Angela Merkel i ówczesny prezydent Francois Sarkozy chcieli tego uniknąć. Jednak MFW to instytucja teoretycznie ściśle fachowa i nie powinna ulegać względom politycznym.

A teraz, po greckim referendum, okaże się w przyszłym tygodniu, jaka będzie przyszłość euro i może samej Unii Europejskiej. Nie ma bezbolesnego wyjścia z obecnej sytuacji. Jeśli większość powie „Nie”, to spowoduje finansowe załamanie kraju, wyjście z euro, dalszy spadek poziomu życia, w tym brak wypłat emerytalnych. Radykałowie w politycznej koalicji Ciprasa uważają, że to nie szkodzi, bo pozwoli im przesunąć kraj na gospodarkę państwową oraz zbliżyć się do Moskwy prezydenta Putina a ten sfinansuje takie wyłuskanie z NATO państwa sojuszniczego. Stawka jest wysoka, tylko czy przeciętni Grecy wiedzą, jak wysoka?