Niedziela
Niby człowiek to wie, ale wciąż się zadziwia. W naszych mózgach zapisany jest cały nasz Czas. Od urodzenia a może nawet i przed przyjściem na świat? No i oczywiście cały nieuświadomoiony do końca przekaz od naszych przodków. Skoro wykorzystujemy 10-15 proc. możliwości mózgowych, to nie dziwi że jest na to wszystko miejsce. I gdy spotkamy się z naszym Twórcą, wszystko ukryte, nieodkryte, niepomyślane, nieprzemyślane, nieuświadomione stanie się jasne jak Słońce na niebie.

Na razie jesteśmy skazani na widzenia wycinkowe, ale i tak niesamowite są te skojarzenia. Zapach ścinanej trawy w Ameryce uruchamia wspomnienia z dzieciństwa kilka tysięcy kilometrów, ponad trzydzieści lat i dwa systemy polityczne dalej.

Zapach flamastra przy pomocy dziecku w pracy domowej cofa do wspomnień wieczorów spędzonych z ojcem przy jego kreślarskim stole. Złapany gdzieś w sklepie zapach meksykańskiej gruszy przenosi na mazowieckie, nadwiślańskie plaże do dziadkowych ogrodów. To wszystko w sobie nosimy. Każdy co innego, we własnej, niepowtarzalnej kombinacji. Tkanka naszego życia. Nie do podrobienia.

Czwartek bladym świtem
Śpiew ptaków. Zapach wilgotnej ziemi. Wciągam nosem parującą wodę. Jakieś kwietne, trawne czy drzewne pyłki. Wszystkie dźwięki jakby ostrzejsze w przeciągłej ciszy świtu.

Pac! Pac! Pac!

To skakanka. Najlepsza rzecz do wybijania nadmiaru tłuszczu i stresu.

Czwartek nieco później
Na Placu Czerwonym właśnie rozkraczył się czołg „Armata”. Ten rzekomy cud rosyjskiej techniki wojskowej miał cieszyć oko Putina i generalicji w czasie wielkiej parady z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej. Ale to dzieło rąk rosyjskiego inżyniera i robotnika stanęło na próbie przed paradą i dalej jechać nie chciało.

W sumie nic nowego – znamy od dziesiątek lat niezawodność ruskiej techniki. I czym tu teraz car Władimir będzie miał się pochwalić przed siedzącymi obok niego politykami z Chin, Wenezueli, Kuby, Indii, Republiki Południowej Afryki, bo rządzący Północną Koreą dyktator Kim Jong-Un, już wcześniej odwołał wizytę. Tak więc pozostanie tylko chwalenie się milionami trupów z czasów wojny.

Siedemdziesiąt lat temu sowieccy generałowie lekką ręką szafowali żołnierskim życiem, potem przez lata setki tysięcy zwłok leżało byle jak, bez specjalnego szacunku, często w zbiorowych mogiłach, bo człek sowiecko-rosyjski dba o swoich bohaterów tylko wtedy, gdy trzeba pokazać siłę i wielkość Rassiji. Czyli od parady, albo kolejnej agresji na sąsiadów.

*
Kolejna dawka Juergena Rotha, autora książki „Tajne akta S. Smoleńsk, MH-17 i wojna Putina na Ukrainie”. Portal wpolityce. pl tłumaczy kolejny wpis internetowy niemieckiego dziennikarza śledczego.

Zauważa on, że pisząc swoją książkę „nawet nie przypuszczałem, jaką polityczną burzę wywoła ona w Polsce, chociaż od samego początku było dla mnie jasne, iż panujący w tym kraju klimat polityczno-medialny nie sprzyja rzeczowej dyskusji na temat katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku”.

Dalej, jeszcze lepiej. Roth: „Moja publikacja powstawała jednak głównie z myślą o czytelnikach niemieckich, znających tylko oficjalną wersję przyczyn katastrofy i nieświadomych wielu otwartych kwestii oraz uzasadnionych wątpliwości związanych z tą tragedią. Miała ona przerwać milczenie na temat Smoleńska poza granicami Polski. Tymczasem po jej wydaniu w Republice Federalnej zapadła głucha cisza.

Podobnie jest z pytaniami i sprzecznościami pojawiającymi się w związku z zestrzeleniem w lipcu 2014 roku nad Ukrainą malezyjskiego samolotu pasażerskiego MH-17. Obie katastrofy – abstrahując od głęboko sięgającej dezinformacji – łączy bardzo dużo. Wielorakie polityczne interesy uniemożliwiają wyciągnięcie na światło dzienne ich prawdziwych przyczyn.

I tu, i tu istotną rolę odgrywa niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND). W dodatku świat nie chce dochodzić prawdy o nietransparentnej roli rosyjskiego rządu w wydarzeniach, do których doszło w Smoleńsku i na Ukrainie. W przypadku Smoleńska szybko dostrzegłem pewną prawidłowość. Kto nie wierzył w błąd pilota, ten natychmiast był stygmatyzowany jako zwolennik teorii spiskowej. W obliczu tak wielu sprzeczności występujących w oficjalnych raportach rosyjskim i polskim takie stawianie sprawy wydało mi się nad wyraz uproszczone”.

Konkluzja niemieckiego dziennikarza, a nie działacza PiS-u przecież – równie interesująca: „Co ciekawe, nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech oficjalna wersja rosyjska i polska przyczyn katastrofy smoleńskiej jawi się jako bezdyskusyjna. Być może wynika to z faktu, że Prawo i Sprawiedliwość jest przedstawiane jako partia wsteczna, a nieżyjący prezydent Lech Kaczyński i jego brat Jarosław jako konserwatywni, zacofani politycy (…) „Tajne akta S” to publikacja, która traktuje o katastrofie smoleńskiej w szerszej perspektywie systemowych kłamstw dawnego sowieckiego i obecnego rosyjskiego aparatu władzy.

Katastrofa smoleńska stanowi niewątpliwie ważny przyczynek do analizy tej polityki – podobnie jak rosyjska agresja na Ukrainie czy zestrzelenie MH-17. Najwyraźniej wielu współczesnym dziennikarzom brakuje czasu na czytanie książek do końca. Stare sycylijskie przysłowie mówi: Kto jest głuchy, ślepy i milczy, ten żyje sto lat w spokoju.

Pasuje ono doskonale do obecnej sytuacji w Niemczech czy Austrii. Bo w związku z katastrofą smoleńską wydaje się, że maksymę tę przyswoili sobie nie tylko wierni rządowi polscy komentatorzy”.

By żyć i mieć za co spłacać kredyt na mieszkanie, to jasne.