Fot Weronika Kwiatkowska

 

O zbliżającym się Polskim Tygodniu Mody w Nowym Jorku z Aleksandrą Borowczak, prezeską Polish-American Fashion Foundation (PAFF) rozmawia Weronika Kwiatkowska.

 

– Skąd miłość do polskiej mody i pomysł, by pokazać ją w Nowym Jorku?
Z wykształcenia jestem architektem, z zamiłowania koneserem mody. Już od najmłodszych lat interesował mnie ten temat. Modową pasję wyniosłam z domu. Rodzice lubili się bawić, przynajmniej dwa razy w miesiącu chodzili na dancingi, a wtedy – w smutnych czasach PRL-u, w sklepach nie można było za wiele kupić, więc mama szyła sukienki u zaprzyjaźnionej krawcowej, a potem je przerabiała. Tu coś odcięła, tu doszyła i za każdym razem miała na sobie coś nowego. Bawiłyśmy się modą, w zagranicznych magazynach wyszukiwałyśmy zdjęcia ciekawych projektów, a potem przerabialiśmy na swoją modłę i szyłyśmy u Pani Marysi. Tak to się zaczęło. Z kolei mieszkając w Ameryce bardzo często pytano mnie, co mam na sobie. Twierdzono, że ubieram się oryginalnie, zwracano uwagę na mój styl. Pomyślałam, że dobrze byłoby stworzyć miejsce, taki polish corner, gdzie można by pokazać polską modę, polski design. Mamy bardzo dużo do zaoferowania. Nie tylko utalentowanych, młodych ludzi i ich wizje, ale również produkt, który nadal jest konkurencyjny cenowo, nawet w porównaniu z Chinami. Wydarzeniem, które ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że czas zacząć działać, był artykuł w VOGUE o stolicach mody. Wymieniono Paryż, Mediolan, Londyn i… Moskwę. Jak zobaczyłam te wystrojone „matrioszki” ociekające złotem, pomyślałam, że w tym miejscu powinnam czytać o Warszawie, Krakowie czy Poznaniu. Trzeba to wreszcie zmienić – pomyślałam. Stworzyć modę na polską modę! Pokazać ją światu. To była główna idea, która przyświecała stworzeniu PAFF-u i zorganizowaniu „Polskiego Tygodnia Mody” w Nowym Jorku.

– Czyje projekty pokażecie w Nowym Jorku i jakie kryteria decydowały o wyborze?
Swoje projekty pokażą MMC Studio, Pajonk, Filip Roth, Zofia Chylak, Ima Mad, Anka Letycka Walicka, Anniss, Wojtek Haratyk, marka Bola. Gwiazdą wieczoru będzie duet Paprocki&Brzozowski. Laureatów wyłoniliśmy w drodze konkursu. Zgłosiło się bardzo wielu chętnych, wybraliśmy siedmiu projektantów na wybieg i pięciu projektantów do showroom’u. Oprócz ubrań będzie również biżuteria, buty, kosmetyki i akcesoria. Pokaz odbędzie się 8 września, tuż przed Nowojorskim Tygodniem Mody. Po raz pierwszy zaprezentujemy polskich projektantów, w szerokim gronie i to w czasie, kiedy w metropolii przebywa najznakomitsze grono twórców współczesnej mody: kreatorzy światowych marek, topowi projektanci, cenieni styliści, dziennikarze, blogerzy, ludzie biznesu i kultury. Mamy nadzieję, że uda nam się zainteresować nowojorski rynek modowy tym, co młodzi, polscy projektanci mają do zaoferowania. Stawialiśmy przede wszystkim na jakość i świeżość. Wszyscy laureaci to niezwykle utalentowani i oryginalni twórcy.

–Pokazy odbędą się w bardzo ciekawym miejscu…
Tak, wybraliśmy manhattańskie New Museum, którego bryła świetnie koresponduje z naszym wyobrażeniem o współczesnej modzie. Prosta, ascetyczna forma. Dużo przestrzeni. Minimalizm. Pokaz odbędzie się na parterze, natomiast przyjęcie zorganizujemy na przepięknym tarasie widokowym. Motywem przewodnim będzie światło i dźwięk. Staramy się o oprawę muzyczną u świetnego, polskiego kompozytora, którego nazwiska jeszcze nie możemy zdradzić. Na jesieni wydaje nową płytę i jeśli się zgodzi, by kilka jego utworów miało premierę podczas naszej imprezy, to będzie dla nas prawdziwe wyróżnienie. Mam nadzieję, że i miejsce, i fakt, że impreza odbywa się po raz pierwszy, wzbudzi ciekawość ludzi z branży i będą chcieli przyjść zobaczyć współczesną modę made in Poland.

–Co do tej pory było największym wyzwaniem przy organizowaniu tak dużej imprezy?
Finanse! Mimo, że udało nam się pozyskać patronat Instytutu im. Adama Mickiewicza, Polskiej Izby Handlowej, Konsulatu Generalnego RP, Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku i wielu polskich i polonijnych organizacji, ciągle brakuje nam sponsorów. Oprócz firmy INGLOT oraz 3i, nie udało się znaleźć chętnych do zainwestowania w nasze przedsięwzięcie większej sumy pieniędzy. Odbyłam w Polsce dziesiątki rozmów z potencjalnymi sponsorami, i choć zwykle są pod wielkim wrażeniem pomysłu i sposobu jego realizacji, odmawiają ze względu na to, że impreza odbywa się po raz pierwszy. Po prostu nie chcą inwestować w jeszcze niesprawdzony projekt. Dużo polskich, prężnie działających firm, cechuje pewna krótkowzroczność myślenia. Nie rozumują jak Amerykanie, którzy wiedzą, że warto inwestować w wizerunek firmy, że nie zawsze poniesione koszty muszą się „zwrócić” w dosłownym sensie. Polacy często narzekają, że nie ma odpowiedniej promocji Polski w świecie, że nasz kraj kojarzy się głównie z pierogami i wódką, ale kiedy mają szansę, by to zmienić, nie robią tego. Oczywiście, mamy wspaniałych patronów medialnych, wspierają nas polskie placówki i organizacje, współpracujemy ze stroną polską – wiele imprez odbywa się w Krakowie, przy udziale inicjatywy „Idea fix”, promującej polskich twórców, projektantów mody, designu i sztuki. Ale by zrobić poważną, modową imprezę w Nowym Jorku potrzebne są duże pieniądze. Dlatego cały czas szukamy sponsorów i mamy nadzieję, że pojawią się firmy gotowe wesprzeć nasz projekt.

foto 2 PAFF

–To musi być dość stresująca sytuacja…
Nie jest łatwo, przyznaję. Wydeptałam już kilometry ścieżek, odbyłam setki spotkań. Jest bardzo dużo pracy. Szczególnie, że razem z moim niezastąpionym teamem: Katherine Borowczak, Kingą Marszał-Norsworthy, Joanną Sochal, Mariolą Hamal-Czerski, Urszulą Wiszowatą zajmujemy się pracą na rzecz fundacji w wolnym czasie. Wszystkie, poza PAFF, mamy zobowiązania zawodowe albo rodzicielskie. Nie możemy poświęcić temu projektowi całej naszej uwagi. Ale bardzo się staramy. Mówię zawsze, że traktuję PAFF jak własne dziecko. I tak, jak z dzieckiem, kiedy posyłasz je do szkoły liczysz, że zdobędzie stypendium, ale jeśli tak się nie stanie, musisz być gotowa wykształcić je z własnej kieszeni. Bo bardzo w nie wierzysz. Podobnie jest z „Polskim Tygodniem Mody”- nawet jeśli będę miała zainwestować wszystkie swoje oszczędności, zrobię to, bo wierzę, że warto.

–Oglądałam ostatnio świetny dokument o modzie w czasach PRL-u zatytułowany „Political dress”. Wtedy strój był deklaracją polityczną, sprzeciwem, wyrazem tęsknoty za czymś więcej niż tylko chęcią podobania się. Czym moda jest dzisiaj? Czym jest dla Ciebie?
Moda to forma sztuki. Podobnie, jak w malarstwie – jeden artysta jest awangardowy, drugi klasyczny. Ale wszyscy korzystają z tej samej palety barw, z kilku kolorów podstawowych, które dopiero potem mieszają, kreując nowe odcienie, odważne zestawienia itd. Yves Saint-Laurent powiedział, że w modzie wszystko już było. Pomysły się skończyły, ciągle właściwie się powtarzamy. W epoce PRL-u była modna spódniczka mini, a potem słynna bananówa. Dzisiaj wracają dzwony i hippisowskie koszule. Moda zatacza koło. Trochę ulepszamy, zmieniamy tamtejsze projekty, ale właściwie opowiadamy wciąż tę samą historię. Myślę, że to co jest ponadczasowe, co zawsze się liczy – to klasyka. Proste linie, tkaniny najwyższej jakości, dobre wykończenie. I wyobraźnia. By umieć zestawiać rzeczy ze sobą, bawić się modą, przełamywać schematy, a jednocześnie mieć swój własny, niepowtarzalny styl.

–Czym wyróżniają się projekty artystów, których pokażesz jesienią w Nowym Jorku? Często czytam, że nasi projektanci są wtórni i czerpią inspiracje od zachodnich designerów, czasem wręcz ocierając się o plagiat.
Czasem mam wrażenie, że ludzie oczekują ode mnie, że powiem o projektantach, których zaprosiłam do pokazu, że zawojują Nowy Jork, pokażą coś, czego jeszcze świat mody nie widział. Ale to zupełnie nie o to chodzi. Owszem, wszyscy są utalentowani, mają świeże, bardzo oryginalne spojrzenie na modę, ale nie sądzę, by dokonali rewolucji. Wystarczy, że pokażą świetne projekty, dobrze wykonane, interesujące, które można kupić i nosić. A nie – jak w przypadku haute couture jedynie podziwiać na wybiegu. Chcemy pokazać polską modę, jako jedną z prężnie i kreatywnie rozwijających się płaszczyzn biznesu. Zależy nam by polskie marki, polski design został zauważony i doceniony. Trzymamy kciuki za wszystkich, ale trudno powiedzieć, czy na przykład torebki Zofii Chylak albo modowe eksperymenty Ima Mad – znajdą uznanie wśród nowojorskiej publiczności. O tym, czy coś staje się trendy decyduje przypadek, czasem jedna, dwie wpływowe osoby, jakieś wydarzenie, pozornie niezwiązane z promocją produktu, atmosfera itd. Trudno przewidzieć, co stanie się hitem sezonu i dlatego moda jest tak fascynująca. Oczywiście liczymy na to, że uda nam się otworzyć tym niesamowicie utalentowanym artystom, drzwi do współpracy międzynarodowej. Nowy Jork to potęga i myślę, że pokaz w tak prestiżowym miejscu może okazać się dla wielu trampoliną do sukcesu. A w szerszym kontekście – pozwoli pokazać Polskę, jako kraj nowoczesny, w którym powstają piękne rzeczy wysokiej jakości i nadal w konkurencyjnej cenie.

–Zatem trzymamy kciuki i wierzymy, że znajdziesz potrzebne wsparcie finansowe.

Dziękuję bardzo.

 

 

 

Rozmawiała Weronika Kwiatkowska