Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni.

1 Kor 12, 3b–7.12

W roku 1959 film „Pamiętnik Anny Frank” zdobył trzy Oscary. Film został nakręcony według pamiętnika Annelies Marie Frank, zapisanego w zeszycie podarowanym jej na trzynaste urodziny przez babcię, która zauważyła talent literacki wnuczki. Pierwsze słowa dzienniczka brzmiały: „Sądzę, że będę ci mogła wszystko powierzyć, tak jak jeszcze nigdy nikomu, i mam nadzieję, że będziesz dla mnie wielkim oparciem”.

Annelies urodziła się w rodzinie żydowskiej we Frankfurcie nad Menem. Po dojściu do władzy Hitlera państwo Frank opuścili Niemcy i przenieśli się do Holandii. Jednak i tu nie mogli czuć się bezpiecznie. W Dzienniczku czytamy: „Po maju 1940 r. skończyły się dobre czasy: najpierw wojna, potem kapitulacja, wkroczenie Niemców i dla nas Żydów zaczęło się pasmo udręk”.

Prowadzenie dziennika było dla dziewczynki ucieczką od życia w ciągłym strachu. W listach do wyimaginowanej przyjaciółki opowiadała o przerażeniu, plotkach, kłótniach i pierwszej miłości. Pierwszego sierpnia 1944 r. zapisała: „Bardziej, niż mogę to wyrazić, męczy mnie to, że nie wolno nam nigdy wychodzić na zewnątrz, i ogromnie się boję, że zostaniemy odkryci, a potem rozstrzelani”. Trzy dni później rodzina Frank została aresztowana przez gestapo i wywieziona do obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie Annelies zmarła na tyfus. Pozostał po niej Dzienniczek, który jest zaliczany do najważniejszych książek dwudziestego wieku.

W Dzienniczku znajdziemy wiele mądrych życiowych uwag. Oto jedna z nich: „Co jest piękniejszego na świecie, niż siedzieć przy otwartym oknie i patrzeć na naturę, słuchać jak ptaki śpiewają, czuć słońce na ustach i mieć w ramionach kochanego chłopaka?” W innym miejscu zanotowała: „Nie myślę wtedy o nieszczęściu, ale o pięknie, które pozostaje. W tym przeważnie leży różnica między mamą i mną. Jej radą na przygnębienie jest: ‘Pomyśl o całym nieszczęściu, które jest na świecie i ciesz się, że cię ono nie spotkało”. Moją radą jest: ‘Wyjdź na zewnątrz, na pola, do natury i słońca. Wyjdź na zewnątrz i próbuj odnaleźć szczęście w samym sobie; myśl o całym pięknie, które rośnie w tobie i dookoła ciebie, i bądź szczęśliwy”. Nieraz wystarczy, szczególnie wiosną, otworzyć okno i patrzeć na piękno natury i wsłuchać się w śpiew ptaków, aby poczuć radość, która wdziera się do naszego serca. Wystarczy wyjść na spacer, chłonąc piękno natury i słońca blask, aby poczuć się szczęśliwym. Są jeszcze inne okna w naszym życiu, które trzeba otworzyć, aby zachłysnąć się pięknem, którego świat ogarnąć nie może. Są to okna naszej duszy i naszego serca. A to piękno ma charakter duchowy i nadprzyrodzony. Dzisiejsza Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kieruje naszą uwagę na to piękno.

Pierwszą taką uroczystość uczniowie Jezusa przeżywali w Jerozolimie pięćdziesiąt dni po śmierci i zmartwychwstaniu ich Mistrza. Ta Uroczystość wpisywała się w żydowskie obchody Szawuot, czyli Święta Tygodni, inaczej Pięćdziesiątnica lub Święto Żniw.

Święto to wiąże się ze starożytnymi obyczajami rolniczymi. Podczas święta synagogi i prywatne domy przystrajano zielenią. Spożywano w czasie tego święta tradycyjne dania z sera i mleka oraz specjalne bochenki z nowego zboża, jako że było to także święto dożynkowe. Niektórzy Żydzi całą świąteczną noc spędzali na studiowaniu Tory, aby być przygotowanym na jej ponowne przyjęcie.

Ponieważ to święto, w głównej swojej wymowie było wspomnieniem przekazania Tory przez Boga Mojżeszowi na Górze Synaj. W czasie tego święta apostołowie wraz z Maryją byli w jerozolimskim Wieczerniku, ale ich głównym motywem czuwania nie było ponowne przyjęcie Tory, ale oczekiwanie na dar, który obiecał im Chrystus przed swoim wstąpieniem do nieba. Czekali na zesłanie Ducha Świętego.

Apostołowie otrzymali nakaz misyjny Chrystusa głoszenia Ewangelii całemu światu. Ale w zasadzie nic się nie działo dnia zesłania Ducha Świętego. Co więcej, apostołowie zalęknieni zamknęli się w Wieczerniku. Św. Jan Apostoł napisał: „Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami”.

Okna i drzwi Wieczernika były zapewne zamknięte także w dniu Pięćdziesiątnicy. Natomiast okna duszy i serca apostołów były szeroko otwarte na przyjęcie obietnicy Chrystusa, na przyjęcie Ducha Świętego.

Dzieje Apostolskie tak opisują spełnienie tej obietnicy: „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. Apostołowie napełnieni mocą Ducha Świętego otwierają szeroko okna i drzwi Wieczernika, aby z radością i mocą głosić światu Dobrą Nowinę. Do tych, przed którymi nie tak dawno zamykali się w Wieczerniku mówią o śmierci Jezusa i Jego zmartwychwstaniu. Zdumieni i pełni podziwu słuchacze mówią: „Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?”

O tego momentu pełni radości i szczęścia uczniowie Jezusa wyruszą w świat, aby głosić radosną nowinę o zwycięstwie życia nad śmiercią, radości nad smutkiem, dobra nad złem, miłości nad nienawiścią.

Nie wystarczy otworzyć się i przyjąć Ducha Świętego. W Jego mocy mamy głosić Ewangelię całemu światu. W czasie święceń kapłańskich papież Franciszek powiedział do neoprezbiterów: „To brzydko, gdy ksiądz żyje po to, by podobać się samemu sobie i jest jak paw. Miejcie zawsze przed oczami Dobrego Pasterza, który nie przyszedł po to, by mu służono, ale by służyć, nie po to, by żyć w wygodzie, ale by wychodzić i zbawiać.

Niech wasze kazania nie będą nudne, niech docierają do serc ludzi i niech wypływają z waszych serc. Wtedy wasze nauczanie będzie radością i wsparciem dla wiernych”. Z pewnością takim kapłanem był św. Antoni z Padwy, który przypomina, że każdy z nas jest wezwany do głoszenia Ewangelii w mocy Ducha Świętego, nie tyle słowem co czynem: „Kto napełniony jest Duchem Świętym, ten przemawia różnymi językami.

Różne języki – to różne sposoby świadczenia o Chrystusie, a zatem: pokora, ubóstwo, cierpliwość, posłuszeństwo. Przemawiamy nimi wtedy, gdy inni widzą je w nas. Mowa zaś jest skuteczna wówczas, kiedy przemawiają czyny. A zatem proszę was, niechaj zamilkną słowa, a odezwą się czyny. U nas tymczasem pełno słów, ale czynów prawdziwe pustkowie.

Dlatego Pan zapowiada nam karę, jak to zapowiedział drzewu figowemu, na którym zamiast owoców znalazł same tylko liście. Przemawiajmy zatem zgodnie z tym, co Duch Święty poleci nam mówić. Prośmy Go pokornie i usilnie o łaskę, abyśmy potrafili urzeczywistnić na nowo dzień Pięćdziesiątnicy przez uświęcenie pięciu zmysłów i wypełnianie dziesięciu przykazań. Prośmy o ducha prawdziwej skruchy, o żar świadectwa, abyśmy w ten sposób oświeceni i zapaleni zasłużyli na oglądanie wśród świętych Trójjedynego Boga”.