Rząd przyjął w miniony wtorek rekomendację Ministerstwa Obrony Narodowej, by w trybie umowy międzyrządowej złożyć w amerykańskiej firmie Raytheon zamówienie na dostawę zestawów Patriot w programie „Wisła” nastawionym na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe średniego zasięgu.

W przekonaniu MON na mocy tej decyzji Polska pozyska najlepszy na świecie system obrony powietrznej i antyrakietowej. Polski system Patriot będzie wówczas taki sam jak systemy Patriot krajów NATO, co stworzy różnorakie możliwości wspólnych ćwiczeń i rozmieszczania sprzętu. Ponadto polski przemysł obronny ma przyczynić się do rozwoju następnej generacji systemu Patriot.

O kontrakt na system „Wisła” z zestawami Patriot rywalizowało również francuskie konsorcjum Eurosam, złożone z tamtejszych oddziałów firm MBDA i Thales, proponujących system SAMP/T wykorzystujący rakietę Aster 30. Natomiast o zamówienie na śmigłowce prócz Airbus Helicopters ubiegała się amerykańska firma Sikorsky i należące do niej PZL Mielec, oferujące śmigłowiec Black Hawk w wersji S-70i (a do zastosowań morskich odmianę Seahawk) oraz wchodzące w skład włosko-brytyjskiej grupy AgustaWestland zakłady PZL Świdnik, oferujące maszynę AW149.

Z oficjalnego komunikatu MON wynika, że Polska planuje zakupić osiem baterii zestawów obrony powietrznej średniego zasięgu. Każda z nich ma zawierać dwie jednostki ogniowe, z których każda ma trzy wyrzutnie. Zestawy mają docelowo posiadać rakiety GEM-T i PAC-3 MSE. Jednym z elementarnych kryteriów spełnionym przez obu oferentów – była zdolność do zwalczania rakiet Iskander.

W ciągu trzech lat od podpisania umowy – planowanej na rok 2016 – mają zostać dostarczone dwie baterie w obecnie dostępnej wersji, dostawy zestawów w docelowej konfiguracji z radarem 360 stopni mają nastąpić w latach 2022-25, do 2025 r. pierwsze dwie baterie też mają zostać doprowadzone do standardu docelowego. Równolegle do negocjacji umowy dostawy rozpoczną się negocjacje warunków umowy offsetowej. Finansowanie projektu ma zapewnić ustawa przewidująca przeznaczanie na obronę powietrzną środków wynikających z budżetu MON powiązanego z PKB. Również we wtorek w przetargu na śmigłowce wielozadaniowe MON zakwalifikowało do etapu prób śmigłowiec H225M (wcześniej znany jako EC725 Caracal) oferowany przez Airbus Helicopters (do niedawna Eurocopter).

Informacja ta wzbudziła niezadowolenie Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu i Świdniku zatrudniających 10 tysięcy ludzi. Pojawiły się zarzuty, iż cała sprawa została wcześniej ustawiona a przyjęcie tej oferty było ceną za poparcie Francji dla kandydatury Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europy. Odniósł się do nich wicepremier i zarazem minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, przypominając, że francuska firma wprawdzie nie produkuje w Polsce śmigłowców, ale również ma zakłady w Polsce.

W porównaniu z PZL w Mielcu i Świdniku są to jednak zakłady marginalne, a helikoptery, na które postawił MON, będą produkowane we Francji. Poinformował on również, iż oferenci zagraniczni, którzy mają fabryki w Polsce, nie złożyli ofert spełniających wymogi sił zbrojnych i zaprzeczył, że cokolwiek zostało z góry postanowione z powodów politycznych, dyplomatycznych lub ustawione pod jednego oferenta.

O tym, że tak właśnie było przekonany jest Andrzej Duda – pisowski kandydat na prezydenta. W telewizyjnym programie „Polityka przy kawie” powiedział, że decyzja MON i rządu to: „wybór polityczny, element targów – były doniesienia nawet, że to element targów za miejsce Donalda Tuska”. Duda przypomniał, że już w styczniu, będąc w Mielcu, słyszał, że „jest problem i że polityczne ruchy zmierzają ku temu, by wygrał francuski śmigłowiec. A tam polscy pracownicy uczestniczą w produkcji amerykańskich śmigłowców – i faktycznie wydawało się, że wiele powinno wskazywać, że albo wygra ten śmigłowiec, albo inny produkowany w Polsce”.

Przy okazji Duda podkreślił, że dla niego najważniejsza jest odbudowa polskiego przemysłu i budowa silnej gospodarki. Przypomniał, iż potrzebny jest, zarówno patriotyzm gospodarczy, jak i kierowanie się polskim interesem narodowym. Przyjęcie oferty amerykańskiej i francuskiej wzbudziło protesty także Adama Jarubasa – kandydata na prezydenta z PSL oraz Jarosława Gowina z Polski Razem oraz Stanisława Wziątka z SLD.

Głos w tej sprawie zabrał również prezydent Bronisław Komorowski zauważając m.in., że „jak jest rozstrzygany ważny kontrakt to zawsze uruchamiają się firmy, które przegrały”. Dodał też, że politycy opozycji, muszą uważać, by nie stać się „świadomym lub nieświadomym narzędziem, którym posługują się firmy, które przegrały kontrakt czy przetarg”. Natomiast Tomasz Siemoniak tłumaczył w TVP Info – „Cóż można poradzić na sytuację, w której dwóch z trzech oferentów składa oferty, które są niepełne i które nie spełniają wymogów. Stanąłem przed taką alternatywą: unieważnić ten przetarg, czyli sprawić, że mamy dwa lata opóźnienia i wojsko nie będzie miało potrzebnych śmigłowców, albo podjąć decyzję, że tego, kto spełnia warunki dopuszczamy do dalszych testów, walcząc także o to, aby ta oferta przyniosła także odpowiednią liczbę miejsc pracy”.

Stwierdził on również, iż interes państwa nie jest tożsamy z interesem jednego zakładu. Przyznał, że owszem „ważne są miejsca pracy, ale kierujemy się podstawowym interesem państwa. Decyzje w obydwu tych dużych postępowaniach modernizacyjnych są optymalne i w najgłębszym interesie państwa. Związki zawodowe nie są od tego, żeby decydować o tym, co wojsko ma kupić”. Siemoniak poinformował, iż cały przetarg odbywał się pod szczególnym nadzorem i zaprosił NIK do zbadania tej sprawy. Zapowiedział jednocześnie, że wszystkie z 200 śmigłowców, jakimi obecnie dysponuje polska armia będą wymagały wymiany w ciągu kilkunastu lat.