Prezes Fundacji Kościuszkowskiej, dr John Micgiel

Prezes Fundacji Kościuszkowskiej, dr John Micgiel Foto: Tomasz Bagnowski

Z prezesem Fundacji Kościuszkowskiej, dr Johnem Micgielem rozmawia Tomasz Bagnowski.

– Jakie są najważniejsze osiągnięcia Fundacji Kościuszkowskiej w okresie 90 lat jej istnienia?

– Po pierwsze zwiększenie funduszy na przyznawane przez nas stypendia. Fundacja w 1925 roku zaczęła z bardzo skromnym programem stypendialnym, takie były czasy wtedy, ale przez te 90 lat udało się ten program znacznie rozbudować. Nie powiem, że mamy bardzo dużo pieniędzy na stypendia, bo tak nie jest, ale środki, którymi dysponujemy wystarczają na to, żeby ściągać do USA około 60-ciu stypendystów z Polski rocznie, co jest liczbą znaczącą.

Druga rzecz to jest prowadzony przez nas program skierowany do studentów mieszkających w Stanach Zjednoczonych, zainteresowanych polskimi studiami na uczelniach amerykańskich. Mamy wreszcie program, który pozwala wspierać naukowców z USA prowadzących badania, czy studiujących w Polsce.

Warto również wspomnieć, że Fundacja, tutaj w Nowym Jorku, organizuje różnego rodzaju spotkania, czy to z historykami, czy badaczami w innych dziedzinach, koncerty, wieczory autorskie itd.

– Do jakiego grona chcecie przede wszystkim docierać? Do Polaków, czy do Amerykanów?

– Fundacja Kościuszkowska jest instytucją amerykańską i nie powinna zamykać się w tzw. getcie narodowym. Mamy szerokie horyzonty i chcemy być obecni zarówno w środowisku polonijnym jak i amerykańskim. Chcemy przyciągać do nas Amerykanów, zainteresować ich Polską, polską kulturą, historią i polskim dziedzictwem. Chcemy też być obecni w środowisku polonijnym. To nie jest tak, że musi być albo jedno albo drugie.

– A współpraca z Polską?

– Prowadzimy współpracę z różnymi instytucjami w Polsce. Teraz na przykład, 23 kwietnia, będzie bardzo ważne spotkanie z trzema przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej, poświęcone temu, w jaki sposób IPN mógłby pomóc osobom mieszkającym w USA, które straciły rodzinę w kraju w czasie wojny i chciałby się dowiedzieć co się stało z ich bliskimi, bądź odszukać swoich krewnych. Oczywiście nie wiadomo, na ile Instytut będzie w stanie pomóc, na ile ewentualna kwerenda zasobów archiwalnych Instytutu okaże się skuteczna. Zależy mi jednak na tym żeby spróbować coś w tej sprawie zrobić, bo jest spora grupa ludzi mieszkających w USA, czy nawet w Kanadzie, którzy zwracają się do nas z pytaniami o swoich bliskich.

My takich informacji nie mamy, nie mamy archiwów, w których można by ich szukać, ale możemy pomóc. Spotkanie, które organizujemy będzie mało charakter publiczny. Zobaczymy, jaki będzie skutek tego spotkania, w każdym razie naszą współpracę z IPN chcemy poszerzać. Współpracujemy też z Fundacją Nauki Polskiej, która robi rzeczy podobne do tego co my robimy i bardzo się z tej współpracy cieszę.

– IPN ma także inne archiwa dotyczące byłych współpracowników służb specjalnych w Polsce. Czy sądzi pan, że dość często przywoływany postulat przeprowadzenia lustracji Polonii jest słuszny?

– Myślę, że sprawa ta została już pogrzebana. Po pierwsze znaczna część ludzi, których należałoby zlustrować już nie żyje. Informacje o ich działalności prędzej czy później wyjdą na jaw bez lustracji. Ludzie piszą książki, historycy sami też mogą poprosić o dostęp do dokumentów w archiwach IPN. Wierzę, że te informacje będą dostępne.

Po drugie jest pytanie czy lustracja jest tym co jest teraz najważniejsze dla Polonii? Prawdopodobnie nie. Są ważniejsze sprawy do załatwienia, co widać zresztą właśnie w prośbach, które od Polaków dostajemy.

– Na co pan, jako szef Fundacji, chce zwracać szczególną uwagę? Jakie nowe inicjatywy szykujecie?

– Bardzo dobrze rozwija się nasza inicjatywa stworzenia przy Fundacji kolegium złożonego z wybitych naukowców polskiego pochodzenia lub Polaków pracujących w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili grono to liczy ok. 300 osób. Kolegium zrzesza przede wszystkim naukowców specjalizujących się w naukach ścisłych. Są to osoby pracujące w naukowych instytucjach amerykańskich. Wśród nich są znaczące postacie świata naukowego jak np. profesor Alexander Włodawer, który pracuje w Waszyngtonie. W tym roku on i współpracujący z nim inny naukowiec zostali wyróżnieni przez American Association for the Advancement of Science – największą w USA organizację wspierającą nauki ścisłe, oraz przez Fundację Na Rzecz Nauki Polskiej. Obie te organizacje wspólnie przyznają nagrodę, którą właśnie otrzymał profesor Włodawer.

Chcemy takie osoby skupić w naszym kolegium i stworzyć forum wymiany informacji, nawiązywania kontaktów itd. To jest także dobra okazja do promocji tych polskich naukowców, którzy w USA się wybili, osiągnęli sukces. Takie osoby mogą być przykładem dla badaczy przejeżdżających z Polski pokazując im, że zrobienie naukowej kariery w Stanach jest możliwe, że warto się o to starać.

– Czy dużo jest takich wybitnych naukowców jak prof. Włodawer, docenianych w USA i nagradzanych?

– Jest ich więcej niż myśleliśmy. Kolegium to jest inicjatywa, która ma zaledwie dwa lata. Idea ta kiełkowała dość długo. Nie jest bowiem sprawą prostą wyłowienie ludzi, którzy mogliby do niego należeć. Trzeba ich odszukiwać, napisać do nich i zachęcić do udziału. Naszym celem jest zgromadzenie ich, stworzenie im możliwości współpracy, żeby później mogli sami inicjować swoje projekty, niekoniecznie w Nowym Jorku, ale też w innych stanach.

– Jak pan ocenia kondycję Polonii amerykańskiej? Czy polska grupa etniczna była silniejsza w latach 70-tych i 80-tych, czy jest silniejsza teraz?

– Politycznie niewątpliwie Polonia jest dzisiaj słabsza niż 30, czy 40 lat temu. Osoby polskiego pochodzenia, które weszły wówczas do polityki amerykańskiej już z niej dawno odeszły. Jest niewielu kongresmenów czy senatorów polskiego pochodzenia. Właściwie została tylk senator Barbara Mikulski, która też kończy już swoją karierę. Polonia, można powiedzieć, traci swój głos przedstawicielski w Kongresie…

…mówiąc szczerze ten głos chyba nigdy nie był specjalnie silny…

…owszem to też jest prawda, ale jednak zawsze był ktoś do kogo można było się zgłosić z jakąś inicjatywą czy problemem. Na przykład ze sprawą włączenia Polski do programu ruchu bezwizowego do USA, czego wielkim orędownikiem jest pani senator Mikulski.

Na szczeblu polityki lokalnej z udziałem przedstawiciel Polonii we władzach jest lepiej. Są Amerykanie polskiego pochodzenia, którzy zostali wybrani na burmistrzów miast, są wysoko postawione osoby we władzach lokalnych, więc tutaj sytuacja nie jest taka zła. Trzeba jednak dodać, że Polonia przez ostatnie 30 lat specjalnie nie garnęła się do polityki. To nie był ten rodzaj aktywności, który dla Polaków był atrakcyjny. W większości stawiali oni na rozwój indywidualny, zarabianie pieniędzy. To pozwalało im później wyprowadzać się z wielkich miast do zamożniejszych przedmieść, posyłać dzieci na studia, itd. W tym sensie Polonia jest dziś mocniejsza niż było to kiedyś. Polacy są też o wiele lepiej wykształceni niż to miało miejsce 30-40 lat temu. Większość Polaków, którzy mieszkają w USA pracuje, zarabia, inwestuje i inwestuje w przyszłość swoich dzieci. To jest dobra rzecz.

– Czyli nie jest z nami tak źle?

– Ogólnie rzecz biorąc myślę, że sytuacja Polonii nie jest taka zła. Widać to przecież w Nowym Jorku, gdzie działają różne ważne organizacje. Instytut Piłsudskiego, Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej, bardzo hojna i zacna organizacja. Są też takie miejsca jak Polski Dom Narodowy. Niedługo będzie tam spotkanie poświęcone przyjaźni polsko-węgierskiej, które uważam za wspaniały pomysł. Jest Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa, która dotuje przeróżne przedsięwzięcia polonijne. Są też polonijne media. Jestem optymistą a wynika to z tego, że moim zdaniem jest wśród Polonii wielu ludzi, którzy chcieliby poprawiać sytuację naszej grupy etnicznej i ją wzmacniać. Trzeba tylko w odpowiedni sposób ich zorganizować. Sądzę, że to się uda, tak jak udało wprowadzić Polskę do NATO.

– Wspomniał pan, że Polacy inwestują w edukację swoich dzieci. Często jednak bywa tak, że dzieci szybko się asymilują i po jakimś czasie z ich polskości zostaję tylko nazwisko. Dlaczego według pana tak jest?

– Myślę, że to jest naturalny mechanizm. Tak zawsze było. Imigranci, którzy tu przyjeżdżali, często bardzo biedni, czasem nielubiani przez większość Amerykanów, zawsze starali się wtopić w amerykańskie społeczeństwo. To nie dotyczy tylko Polaków, ale też innych grup etnicznych.

– A dlaczego pana zdaniem Polacy niechętnie biorą udział w głosowaniu w wyborach amerykańskich?

– Nie sądzę, żeby tak było. Nigdy nie widziałem żadnych przekonujących dowodów na to, że Polacy są mniej chętni do udziału w głosowaniach niż ludzie z innych grup etnicznych…

– …wydaje mi się, że jest to dość powszechna opinia, że Polacy nie głosują.

– Ja widzę to nieco inaczej. Bardzo często jest tak, że Polacy nie mają swojego kandydata. Nie odpowiada im ani kandydat demokratyczny, ani republikański. Widzą wady po obu stronach i nie głosują bo nie mogą znaleźć osoby, która w pełni by ich reprezentowała. Musimy tłumaczyć i wyjaśniać, że żaden polityk nie jest ideałem; nigdy nie będzie tak, że będzie się nam podobał w stu procentach i prawdopodobnie nigdy nie spełni wszystkich naszych życzeń, ale mimo to trzeba głosować wybierając tego, który jest nam najbliższy. Uważam, że te osoby, które mają prawo do głosowania w USA powinny głosować i tyle.

– Specjalizuje się pan w tematyce rosyjskiej. Z pewnością śledzi pan szczegółowo to, co dzieje się na Ukrainie. Jak pana zdaniem dalej potoczy się sytuacja w Europie? Czy Rosja będzie nadal agresywna i czy może bezpośrednio zagrażać Polsce?

– Ukraina straciła część swojego terytorium i nie sądzę, żeby w najbliższej przyszłości możliwe było jego odzyskanie. Rosja prowadzi bardzo agresywną politykę. Widzimy to obserwując choćby wysyłanie przez Rosję myśliwców, czy innego typu samolotów naruszających przestrzeń powietrzną innych krajów. Samoloty te wysyłane są bez tzw. transponderów, co uniemożliwia ich wcześniejszą identyfikację. Myślę, że prędzej czy później ta polityka doprowadzi do tragedii. Wydaje mi się, że to jest po prostu nie do uniknięcia i jest to bardzo niebezpieczne nie tylko dla Polski, ale dla innych państw regionu. Skutek na szczęście jest taki, że Stany Zjednoczone zaczęły na to reagować. Wysyłają żołnierzy, prowadzone są wspólne ćwiczenia. Budżet obronny wzmacnia też Polska. Po ostatnich decyzjach będzie de facto wydawała ponad 2 proc. swojego PKB na wojsko. Gdyby wszystkie kraje NATO robiły to samo to byłby bardzo wyraźny sygnał dla Rosji. Niestety tak nie jest. Nie wiemy również jak daleko posunie się Rosja.

– Czy Polonia ma w tej spawie coś do zrobienia? Czy może lub powinna tworzyć lobby na rzecz zwiększenia obecności wojsk USA na swoim terytorium, czy ogólnie w Europie?

– Polonia nie ma silnego lobby, ale może wpływać na różnych wybranych przez siebie polityków…

-…czyli na przykład na kogo?

– W Nowym Jorku na przykład na senatora Charlesa Schumera, który cztery lata temu siedział przy naszym stole w Fundacji Kościuszkowskiej i mówił, że włączenie Polski do programu ruchu bezwizowego można byłoby załatwić w ciągu kilku miesięcy. Tej sprawy nie załatwiono, ale nie dlatego, że Schumer nie chciał, tylko dlatego, że nie znalazł wystarczającej liczby zwolenników. Dodatkowo na sprawę nałożyła się też kwestia imigracji, która jest przedmiotem ostrego sporu pomiędzy republikanami i demokratami. Moim zdaniem nie da się go rozwiązać w ciągu najbliższych kilku lat.

– Czyli w sprawie visa waiver program jest pan pesymistą?

– Powiedziałbym, że jestem realistą. Musimy pamiętać o jeszcze innej sprawie, że Polacy, wciąż przekraczają termin pobytu w USA, wyznaczony przez przyznawane im wizy. Co prawda jest ich coraz mniej, aktualnie ok. 6 proc., ale to wciąż sporo. Zmniejszenie się tej liczby nie jest wynikiem wielkiej chęci Polaków do podporządkowania się amerykańskiemu prawu. To jest spowodowane tym, że obecnie łatwiej jest znaleźć pracę w Europie, bliżej Polski i liczba Polaków, którzy do USA przyjeżdżają ogólnie zmniejszyła się w ostatnich latach.

– A czy jest także ruch odwrotny? Czy Polacy, myślę o jakimś znaczącym trendzie, wyjeżdżają z USA?

– Niektórzy na pewno tak, ale nie jest to zjawisko masowe. Na pewno do Polski wróciła znaczna część tzw. emigracji solidarnościowej, czyli tych, którzy zostali w USA ze względu na stan wojenny. To co obserwujemy teraz to jest zmiana mentalności. Świat nie jest już taki jak 30- 40 lat temu. Wtedy jak się przyjeżdżało do Stanów to była to decyzja na lata. Ze względu na istnienie systemu komunistycznego w Polsce swobodne podróżowanie nie było możliwe. Teraz jest inaczej. Ludzie nie stoją już przed koniecznością wyboru: albo Ameryka, albo Polska. Mogą mieszkać i w Stanach i w Polsce i niektórzy z tej możliwości korzystają. Jest grupa Amerykanów, w ten czy inny sposób z Polską związanych, którzy czasowo tam mieszkają, robią tam interesy. W radzie powierniczej Fundacji Kościuszkowskiej są osoby, które część roku spędzają w Polsce, bo mają tam swoje interesy, a resztę w USA. To mnie oczywiście cieszy.

– Wracając do spraw Fundacji, wiem, że prowadzicie państwo program konserwacji swoich zbiorów malarskich. Proszę powiedzieć kilka słów na ten temat.

– To duży projekt. W Fundacji mamy ok. 85 obrazów namalowanych przez wybitnych artystów, z których część potrzebuje konserwacji, czy wręcz odrestaurowania. Mamy wybitnego konserwatora, Iwana Mitzyka, który się tym zajmuje. Fundacja zbiera na ten cel pieniądze. Nasz konserwator wytypował 28 obrazów, które należy poddać takiej konserwacji. Od lipca zeszłego roku odrestaurowanych zostało 13 płócien. Bardzo tej sprawy pilnuję. Właściwie codziennie schodzę do piwnicy, gdzie te prace są prowadzone i omawiamy kolejne kroki. Myślę, że pierwsza faza konserwacji będzie zakończona w ciągu kolejnych sześciu miesięcy.

– Fundacja ma siedzibę w dobrym punkcie Manhattanu, co niewątpliwie jest dużą wartością. Instytut Piłsudskiego musiał się z Manhattanu wyprowadzić…

– Tak, mamy budynek, z tym, że jego utrzymanie także wymaga dużych nakładów. Tutaj też zrobiliśmy już pewne kroki. Ściany budynku zostały uszczelnione, są obecnie wodoodporne. Wyremontowaliśmy łazienki, zainstalowaliśmy też monitoring. Teraz będziemy musieli jeszcze wymienić część podłogi. To są sprawy kosztowne. Jednym z moich celów jest zostawienie naszej siedziby w lepszym stanie niż ją zastałem. I zapraszam na Bal Fundacji 25-ego kwietnia w Hotelu Waldorf Astoria.

– Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Bagnowski