Stało się, co musiało, najtwardsza kobieta Waszyngtonu ogłosiła start w wyborach do Białego Domu w roku 2016.

Hillary Clinton już tam była jako Pierwsza Dama w latach 1992 – 2000. Jako Pani Prezydent chciała wejść, i nieomal jej się to udało, w roku 2008, ale przegrała prawybory w partii demokratycznej do Baracka Obamy. Mimo gorzkiej porażki przyjęła jego propozycję, żeby stanąć na czele departametu stanu.

Prowadziła stąd dyplomację amerykańską przez cztery lata, odwiedziła 112 krajów, przebyła milion mil w podróżach służbowych. Jeśli wybuchnie na świecie jakiś kryzys międzynarodowy, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że Hillary tam była, poznała lokalną elitę władzy i z grubsza będzie wiedzieć, o co chodzi w konflikcie.

Hillary Cliton uczestniczy w życiu publicznym od 35 lat. Jak nikt z rywali po stronie republikanów zna na wskroś aparat państwowy Stanów Zjednoczonych. Była najbliższym doradcą prezydenta Clintona, któremu udało się zrównoważyć budżet federalny i przeprowadzić reformę zasiłków socjalnych w porozumieniu obu partii. Wprowadził także strefę wolnego handlu z Meksykiem i Kanadą. Mąż prezydent zlecił jej wprowadzenie powszechnych ubezpieczeń medycznych, co się jej nie udało. Jednak reforma Obamacare jest dość podobna w założeniach do Hillarycare. Pani Cliton jest twarda; jako senator ze stanu Nowy Jork poparła w 2002 roku wydanie wojny Irakowi Saddama Husajna. Jeśli zostanie prezydentem, będzie bardziej stanowcza od Obamy.

Pani Clinton i jej mąż stworzyli kolosalną machinę na cele kampanii wyborczej. Machina ta będzie wchłaniać prywatne dotacje, szacuje się, że uzyska miliard dolarów. Będzie jak walec drogowy miażdżący wszystko, co stoi na przeszkodzie w drodze do Białego Domu. Po stronie partii demokratycznej nie ma ona równych statusem rywali. Po stronie republikańskiej jest Jeb Bush, były gubernator stanu Floryda, ale jako syn i brat prezydentów mógłby zostać odrzucony przez wyborców za próbę stworzenia dynastii panującej.

Poważnym rywalem może być Rand Paul, który jest zwolennikiem niemal nieograniczonej wolności gospodarczej, a przeciwnikiem wojen zagranicznych i państwa nadzoru policyjnego, jakim staje się Ameryka z powodu walki z terroryzmem.

Natomiast Mark Rubio, senator ze stanu Floryda, który ogłosił parę dni temu swą kandydaturę – wydaje się jeszcze nieprzygotowany do prezydentury Stanów Zjednoczonych. Powiada, że jest spełnionym „marzeniem amerykańskim”. To syn kubańskich imigrantów, ma 42 lata i chłopięcy wygląd. Młodość próbuje wygrać na swoją korzyść twierdząc, że to on reprezentuje przyszłość zaś reszta rywali należy do przeszłości. A to może być słaby punkt pani Clinton. Jest babcią i ma 67 lat. Jeśli spojrzeć na nią życzliwie, to trzeba chwalić ogromne doświadczenie. Ale z drugiej strony, jest równie ogromnie obciążona przeszłością nie wolną od skandali. I dziwna rzecz – chociaż znajduje się na scenie ogólnokrajowej od 25 lat, to nie bardzo wiadomo, jakie ma naprawdę przekonania.

Pytana o politykę zagraniczną powiada, że nie jest ani idealistką ani realistką. Jest natomiast „idealistyczną realistką”. Tylko co to znaczy? W ostatnio wydanej książce chwali „amerykański model wolnego rynku dla wolnych ludzi” – to ukłon w stronę prawicy. Dla lewicowców powiada „nie pozwólcie, aby ktoś wam mówił, że to korporacje i przedsiębiorstwa tworzą miejsca pracy”. To brzmi zdumiewająco, bo kto, jeśli nie one. Jednak chodziło jej pewnie o to, że państwo przez ulgi podatkowe może popierać tworzenie miejsc pracy, oraz takie miejsca stwarzać w usługach publicznych. Czasem można odcyfrować poglądy polityka patrząc na doradców, jakimi się otacza. Ale pani Clinton ma setki doradców bardzo zróżnicowanych.

Wiadomo, że słucha ona życzliwie think-tanku pod nazwą Centre for American Progress, który ostatnio wydał publikację, gdzie propaguje inclusive capitalism, co można rozumieć jako „kapitalizm dla wszystkich”. Rozumnie zaleca się tam większe inwestycje na infrastrukturę oraz większe subsydia płac dla pracowników żyjących w trudnych warunkach. Ale także dziwaczne pomysły, jak zwiększenie subsydiów pożyczek hipotecznych i tworzenie zbędnych gospodarczo miejsc pracy dla młodych ludzi. Niestety, nie wiadomo, co myśli o tym Hillary Clinton.

W polityce zagranicznej pani Clinton zapowiada, że będzie twardsza od Obamy. Popiera zwiększenie liczby żołnierzy amerykańskich w Afganistanie, ale krytykuje prezydenta, że podał datę ich wycofania. Nalega, żeby USA uzbroiły nie-islamskich powstańców w Syrii. Natomiast nie wiadomo, czy jej zdaniem można uzyskać lepszy układ z Iranem o rezygnacji tego kraju z broni jądrowej.

Prawicowi krytycy Hillary Clinton uważają, że jest ona żądną władzy zwolenniczką silnego rządu federalnego. Krytycy lewicowi obawiają się, że trzyma się ona za blisko Wall Street. Za mało też wie o życiu zwykłych ludzi, ponieważ wprowadziła się do rządowej rezydencji po raz pierwszy już w roku 1979, jako żona gubernatora stanu Arkansas. Ona sama ogłosiła zamiar walki o Biały Dom na wideo na YouTube, które jest tak miłe dla wszystkich, jak reklama coca-coli. A przecież dobrze wiadomo, że to nie jest prawdziwa Hillary Rhodam Clinton.