Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata. Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: „Znam Go”, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.

1 J 2,1-5a

W czasie pisania tych rozważań moje myśli biegną na galilejskie zielone wzgórza ukwiecone barwnymi kwiatami, nad Jezioro Galilejskie, które odbija więcej niż tylko błękit nieba, na Górę Oliwną, gdzie wyciśnięte w skale stopy Chrystusa wskazują drogę do nieba, do pustego Grobu Jezusa, który wcale nie jest pusty, wylewa się z niego na cały świat spełniona nadzieja wiecznego szczęścia, do Emaus, gdzie pośród kwitnących drzew migdałowych rozpoznajemy Chrystusa przy łamaniu chleba, do Wieczernika na wzgórzu Syjońskim, gdzie stanął Chrystus po swoim zmartwychwstaniu i obdarzył apostołów pokojem, a Duch Święty napełnił ich swoimi darami. Wszystkie te miejsca mówią o ludzkim otarciu się o śmierć i zwycięstwie nad nią w mocy Chrystusa. W tych powrotach pomagają mi pielgrzymi, z którymi przygotowywałem się do wyjazdu na pielgrzymkę, wiedząc, że tylko duchowo będę z nimi pielgrzymował. Ale to nie umniejsza mojej radości, która towarzyszy pielgrzymom w tej świętej drodze i dotknięciu świętych miejsc, które mówią o zwycięstwie życia nad śmiercią. Te dotknięcia bardziej przemieniają człowieka niż dziesiątki wysłuchanych kazań i moich kurierowych refleksji. Mogą to potwierdzić pielgrzymi, którzy w tę niedzielę wracają z Ziemi Świętej do Nowego Jorku. Witamy w domu.

Do miejsc, które wymieniłem przenosi nas Ewangelia na dzisiejszą niedzielę: „Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: ‘Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha”. Apostołom trudno było uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa dlatego mówi On do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Radość i niedowierzanie ogarnęły uczniów. Łatwiej było im uwierzyć, że to duch pojawił się wśród nich, niż zmartwychwstały Chrystus. Aby ich upewnić, co do swego zmartwychwstania Chrystus prosi o chleb, o rybę i spożywa. A potem wyjaśnia im proroctwa o swojej śmierci i zmartwychwstaniu, które się w Nim wypełniły. A gdy już apostołowie nie mieli wątpliwości, co do zmartwychwstania, Chrystus powiedział do nich: „Wy jesteście świadkami tego”. Świadkami zwycięstwa życia nad śmiercią. W pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich św. Piotr staje jako świadek zmartwychwstania i mówi: „Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się świętego i sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami”. Swoje świadectwo był gotowy przypieczętować własną krwią. Stanie się to wiele lat później, kiedy w Rzymie przed śmiercią będzie prosił, aby ukrzyżowano go głową do dołu, bo nie jest godzien umierać tak jak Chrystus.

Nasze świadectwo słowa jest ważne, ale może budzić wątpliwości, bo tak do końca nie wiemy, co człowiek kryje za swoimi słowami. Popatrzmy na dzisiejszego satrapę Putina i jego agresywną politykę. Prawie każde jego słowo to kłamstwo. Zapewnia cały świat, że rosyjskich wojsk nie ma na Ukrainie. A wszyscy je widzą, nazywając jego żołnierzy „zielonymi ludzikami”. Świadectwo takiego kłamcy nie ma najmniejszego znaczenia dla ludzi, którzy nie dali się otumanić jego propagandą. Słowu Putina nikt nie wierzy, poza grupą jakiś naiwniaków i nacjonalistycznych fanatyków. Takie świadectwo jest antyświadectwem. Takie wzorce można przenieść w życie wiary. Mogą być piękne słowa, podniosłe uroczystości, ale jeżeli za tym nie kryje się świadectwo życia, to wszystko na nic się zda. Stajemy się fałszywymi świadkami zmartwychwstania Jezusa.

W niewielkiej miejscowości na zachodzie Stanów Zjednoczonych kilka tygodni przed wielkanocnymi świętami rodzice stracili w tragicznym wypadku dwójkę dzieci. Ocalał tylko najstarszy syn. Małżonkowie byli aktywnymi członkami miejscowej wspólnoty parafialnej. Na pogrzebie zgromadziła się prawie cała wspólnota. Zdruzgotani małżonkowie uczestniczyli w pogrzebie swoich dzieci z wewnętrznym pokojem, który zauważyli uczestnicy pogrzebu. To nie była rozpacz, ale ból, w którym jest miejsce na nadzieję. Katechezy w tej parafii, które prowadzili wspomniani małżonkowie obywały się w niedziele po Mszy świętej.

Proboszcz zaproponował im zastępstwo w katechezie, ale odpowiedzieli, że właśnie w dzień zmartwychwstania Chrystusa chcieliby podzielić się swoją wiarą w zmartwychwstanie. Katecheza była wyjątkowa, również i z tego względu, że jej uczestniczy wiedzieli, jaką tragedię dźwigają ci którzy ja prowadzili. Katecheci mówi z ogromnym przekonaniem o zmartwychwstaniu Chrystusa, które daje nam pewność, że i my zmartwychwstaniemy. Po skończonej katechezie, w drodze powrotnej dwunastoletni syn powiedział do ojca: „Tato, to małżeństwo musi wierzyć we wszystko o czym mówi historia wielkanocna”. „Oczywiście, że wierzy. Wszyscy chrześcijanie wierzą” – powiedział ojciec. „Ale nie tak, jak oni” – podsumował syn. Prawdziwe świadectwo wiary od fałszywego potrafi odróżnić nawet dziecko.

Inne świadectwo wiary znajdziemy w wywiadzie Doroty Choteckiej, matki, żony, aktorki dla Interii. pl. Wielka zmiana w jej życiu miała miejsce w styczniu 2003 roku. Po wypadku samochodowym życiowy partner aktorki, Radosław Pazura, trafił w stanie krytycznym do warszawskiego szpitala. Ktoś powiedział: „Jego godziny są policzone”. Aktorka wspomina: „Usiadłam w kącie i modliłam się o cudowne uzdrowienie. Tylko tyle mogłam zrobić. Dla niego. Dla siebie”.

Kolejne dni spędziła przy łóżku ukochanego. Lekarze nie dawali dużej nadziei, że będzie zdrowy. Uświadomiła sobie wtedy, że bez Radosława nie może być szczęśliwa. Zaczęła zastanawiać się, dlaczego jeszcze się nie pobrali? Byli ze sobą ponad dziesięć lat, razem mieszkali. „Zrozumiałam, że błądziliśmy. Nasze życie zaczęło kręcić się wokół spraw zawodowych i zarabiania pieniędzy – wspomina aktorka w wywiadzie. To była ślepa uliczka. Ale po wypadku przewartościowałam wszystko.

Świat zewnętrzny przestał istnieć. Zrezygnowałam ze wszystkich propozycji zawodowych, do których przygotowywałam się od miesięcy. Wróciłam do pracy dopiero po trzech miesiącach. Dnie i noce spędzałam przy Radku” – mówi Dorota. Po wyzdrowieniu Radosław zaświadczył o swojej wierze: „ My wszyscy wierzymy w Boga i nie wstydzimy się Pana Jezusa. Ale myślę, że jest jeden problem, polegający na tym, że czasami możemy o nim zapomnieć. Wydaje mi się, że to jest sedno sprawy. Tak jest teraz świat skonstruowany, że niestety są sytuacje, kiedy najnormalniej w świecie o nim zapominamy. I myślę, że to jest ważne, nawet kiedy o nim zapomnieliśmy, żeby sobie o nim przypomnieć. Życzę wszystkim, żeby był w życiu każdego z Was taki moment, kiedy możecie zauważyć, że on jest i on jest najważniejszy…”.

Świety Jan w zacytowanym na wstępie liście mówi po czym poznajemy prawdziwego świadka Chrystusa: „Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: ‘Znam Go’, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała”.