NIewierny Tomasz. Obraz Caravaggio

NIewierny Tomasz. Obraz Caravaggio

Najmilsi: Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie.

Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat, tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? Jezus Chrystus jest Tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo: bo Duch jest prawdą.

1 J 5,1-6

Ksiądz Franciszek Gałdys ze zgromadzenia Chrystusowców prowadził w tym roku rekolekcje wielkopostne w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Dolnym Brooklynie. Przez długie lata pracował w parafii Subotniki na Białorusi. W czasie rekolekcji dzielił się swoimi przeżyciami związanym z pracą duszpasterską, którą tam prowadził. Za czasów Związku Radzieckiego parafia Subotniki nie miała swojego księdza. Parafianie jednak nie zrezygnowali z niedzielnych spotkań w kościele i „odprawiali Mszę św.” bez kapłana. Zapalano świece, na ołtarzu wykładano ornat i śpiewano pieśni, prowadzono modlitwy, czytano Pismo święte. Wielkim wydarzeniem dla tej wspólnoty było przybycie kapłana, który pozostał tam na stałe.

Nie był to jednak koniec prześladowania katolików. Przed niedzielną Mszą św., przy wejściu do świątyni stali nauczyciele, którzy nie wpuszczali dzieci do kościoła. Komunistyczne władze dały za wygrane ze starszym pokoleniem, które mimo okrutnych prześladowań trwało wiernie przy Chrystusie, ale nie odpuściły dzieciom i młodzieży. Komuniści uważali, że uda się wyrwać wiarę z serc dzieci i wychować na modłę komunistycznych komsomolców. Temu miała służyć niedzielna akcja nauczycieli niewpuszczania dzieci na Mszę świętą.

Do kościoła było jednak drugie dyskretne wejście obok plebani. Niektórzy rodzice i ich dzieci korzystali z niego. Nauczyciele wchodzili do kościoła w czasie Mszy św. i starali się zapamiętać dzieci uczestniczące obecne w świątyni. Następnego dnia w szkole zwoływano wszystkich uczniów na apel. Dzieci ustawiały się w okrąg. Nauczyciel wywoływał wtedy uczniów, którzy byli w kościele i stawiał ich w środku. I zaczynało się wtedy wymyślanie, wyszydzanie dzieci uczęszczających do kościoła i ich rodziców. Wymyślano im od ciemniaków, zacofańców, nie przebierając w obrzydliwych epitetach. Na koniec padała komenda: „A teraz plujemy”. Wszystkie dzieci w okręgu pluły na zawstydzonych „winowajców“, którzy uczestniczyli we Mszy św..

Po takiej „ceremonii“ dzieci wracały do klas, gdzie odbywały się normalne zajęcia. Mimo poniżenia i szykan, nie brakowało dzieci, które mimo wszystko potajemnie uczestniczyły w Mszy świętej. Można podziwiać tak silną wiarę zarówno dzieci jak i ich rodziców. To do nich odnoszą się słowa z dzisiejszej Ewangelii: „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Błogosławieni znaczy szczęśliwi. Nie chodzi tu jednak o szczęście przelotne, które szybko mija jak rosa poranna. Jest tu mowa o szczęściu, które mimo ulotności świata trwa. Takie szczęście mogą zdobyć tylko ci, którzy przez wiarę zakotwiczą się Chrystusie zmartwychwstałym.

Okres Wielkanocny jest czasem umacniania wiary w Chrystusa zmartwychwstałego. W liturgii mszalnej tego okresu często wracamy niejako do pierwszej Wielkanocy, która trwała od zmartwychwstania Chrystusa do Jego wstąpienia do nieba. Był to szczególnie ważny czas dla apostołów i uczniów Chrystusa. Byli oni świadkami śmierci Chrystusa na krzyżu. Wobec tej okrutnej rzeczywistości nawet słowa zapowiadające zmartwychwstanie i poparte cudami nie wiele znaczyły. Śmierć osłabiła także nadzieję i wiarę uczniów Chrystusa. Nawet pusty grób, zapieczętowany i strzeżony przez straż nie przekonał wszystkich Jego uczniów.

A Chrystus dawał coraz to nowe dowody na swoje zmartwychwstanie. Ukazywał się wielokrotnie zdumionym apostołom, a gdy oni pewnego razu myśleli, że to duch, to Chrystus poprosił o chleb i rybę i spożywał je. Jeden z apostołów Tomasz nie uwierzył współtowarzyszom, którzy z radością mówili, że widzieli zmartwychwstałego Pana. Oczekiwał fizycznego dowodu. Chciał dotknąć ran Jezusa. W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę, która z ustanowienia św. Jana Pawła II jest obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia Bożego słyszymy słowa: „A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: ‘Pokój wam!. Następnie rzekł do Tomasza: ‘Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: ‘Pan mój i Bóg mój!”. Powiedział mu Jezus: ‘Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Z pewnością w każdym z nas drzemie gdzieś głęboko pragnienie, aby doświadczyć zmartwychwstania Chrystusa, jak św. Tomasz. Apostoł nie musiał dotykać ran Chrystusowych, aby uwierzyć. Nam również nie jest potrzebne dotknięcie ran Chrystusowych, aby doświadczyć Jego obecności. Z pewnością mamy inne doświadczenia bliskości Chrystusa i one są u źródła naszej wiary w zmartwychwstanie. I do nas odnoszą się słowa Chrystusa skierowane do św. Tomasza: „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Szczęśliwy jest ten, kto wykorzystuje tak liczne znaki świadczące o zmartwychwstaniu Chrystusa w umacnianiu swojej wiary, która jest źródłem najgłębszej radości i pokoju.

Papież Franciszek w homilii z 24 marca 2013 roku powiedział: „Nasza radość pochodzi nie z posiadania wielu rzeczy, ale ze spotkania pewnej Osoby – Jezusa, z tego, że wiemy, iż będąc z Nim, nigdy nie jesteśmy sami, nawet w chwilach trudnych, nawet kiedy na drodze życia napotykamy problemy czy trudności, które wydają się nie do pokonania, a jest ich tak wiele! Towarzyszymy, idziemy za Jezusem, ale przede wszystkim wiemy, że to On nam towarzyszy i bierze nas na swe ramiona; na tym polega nasza radość, nadzieja, którą winniśmy wnosić w nasz świat. Nieśmy wszystkim radość wiary!”

Na naszej drodze wzrastania w wierze spotykamy także materialne znaki zmartwychwstania Pańskiego. Jednym z nich jest Całun Turyński, płótno w które był owinięty Jezus przed złożeniem do grobu. W cudowny sposób odbiła się na nim postać ukrzyżowanego Jezusa. Nauka do tej pory nie jest w stanie do końca wyjaśnić jak powstał ten wizerunek i w miarę doskonalenia swoich narzędzi badawczych powraca do tej sprawy.

Przed ostatnią Wielkanocą wypowiadał się na ten temat profesor Idzi Panic, historyk, autor książki „Tajemnice Całunu”. Powiedział między innymi: „Według mnie to autentyk, świadek Zmartwychwstania. Mnie, jako historykowi wolno tak napisać. Badania przy użyciu aparatury do badań kosmicznych wykazały, że obraz jest trójwymiarowy. Mimo, że wizerunek ma zaledwie 40 mikronów grubości, więc jest zaledwie muśnięciem, to jednak ma charakter trójwymiarowy: nie dałoby się tego uzyskać przed wynalezieniem komputerów.

Nikt nie jest w stanie osiągnąć zależności matematycznej odległości płótna od ciała, a takie zjawisko wystąpiło na całunie. Żadne zjawisko przyrodnicze, ani żaden artysta nie są w stanie uzyskać takiego efektu. To jest możliwe tylko przy użyciu aparatów czy kamer cyfrowych. A takie urządzenia nie były dostępnych w tamtych czasach. Na twarzy człowieka z płótna, pomimo ogromnego cierpienia, nie widać złości. – Dla mnie to jest najbardziej szokujące”.