Słowo na niedzielę

Bracia: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim, nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.

1 Kor 10,31-11,1

Dla wielu ludów świnie były uosobieniem żarłoczności, chciwości, pożądania, zmysłowości i nieczystości. Ta nieczystość była jak zaraźliwa choroba. Historyk grecki Herodot z Halikarnasu, żyjący w piątym wieku przed Chrystusem pisał: „Jeżeli więc który z nich w przejściu otrze się o świnie, idzie do rzeki, zanurza się w niej wraz z ubraniem. Także świniopasy, choć są rodowitymi Egipcjanami, jedni ze wszystkich nie wchodzą do żadnej świątyni w Egipcie. Nikt nie chce także swej córki za nich wydać ani z ich córką się żenić”. Ta niechęć do świni doczekała się religijnego usankcjonowania, szczególnie w judaizmie i islamie. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: „Wieprz, który ma racicę rozdzieloną, lecz nie przeżuwa, jest nieczysty, mięsa jego jeść nie będziecie i padliny jego się nie dotkniecie”. Ten zakaz Starego Testamentu, Koran ujmuje w tych słowach: „Zakazane wam jest: padlina, krew i mięso wieprzowe oraz to co zostało poświęcone w imię innego niż Boga”.

I tak to świnia stała się, nie wiem czy słusznie, synonimem ludzkiego bezeceństwa, które wyrażamy słowami: świnia, świńtuch, świństwo, świństewko, świnić, świnić się, ześwinić się, świński, świniowaty, po świńsku, ryje pod kimś. Znaczenia tych słów nie trzeba nikomu wyjaśniać, bo zapewne każdy z nas spotkał w swoim życiu człowieka, do którego te słowa pasują jak ulał. Człowiek spod świńskiego znaku, w swoim życiu nie uszanuje nawet uznanej świętości. Przykładem może być powielane przez byłego posła Janusza P. pomówień o św. Janie Pawle II, spreparowanych przez agentów UB o rzekomym nieślubnym dziecku papieża. Tę akcję o kryptonimie „Triangolo” nadzorował Grzegorz Piotrowski, morderca błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Kilka tygodni temu zadzwoniła do mnie czytelniczka Kuriera Plus, pytając mnie, co ma odpowiedzieć starszemu panu, który mówi, że św. Jan Paweł II sprzedał Polskę. Człowiek powyższych „świńskich” określeń, bardzo często nie nie ma wstydu, odwrotnie, udaje eleganckiego, szlachetnego, uczciwego, inteligentnego, może nawet pobożnego. Świat kreowany przez „świńskie” realia jest światem mrocznej i grzesznej strony człowieka.

Grzech – choroba ludzkiej duszy, jest jak trąd, o którym mówią dzisiejsze czytania biblijne. W pierwszym z nich z Księgi Kapłańskiej słyszymy słowa: „Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: “Nieczysty, nieczysty!”. Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem”. Trąd miał także wymiar moralny, gdyż był uważany za karę, którą Bóg zsyła na grzeszników. Dlatego oczyszczenie z trądu miało swój finał w świątyni. Kapłan stwierdzał, że zmiany na skórze ustały i w ósmym dniu od tego momentu uzdrowiony pojawiał się w świątyni, by złożyć ofiarę przebłagalną za grzechy. Dopiero wtedy mógł być w pełni uznany za czystego i włączony do społeczności wraz ze wszystkimi przynależnymi mu prawami.

Jeszcze w XIX wieku ludzkość była bezradna wobec tej strasznej choroby. Chorych izolowano, zostawiając ich bez żadnej opieki. Tak było na Hawajach, gdzie trędowatych zwożono na wyspę Molokai, zostawiając ich samym sobie. Do nich to udał się ojciec Damian, aby swoim życiem napisać przepiękną historię miłosiernej miłości Chrystusa, która oddaje swoje życie za bliźniego. W jednym ze swoich pierwszych listów ojciec Damian pisał: „Deprawacja zajęła miejsce prawa, kobiety były zmuszane do nierządu, aby zapewnić sobie “przyjaciół” na trudne chwile. Dzieci, skoro miały tylko dość siły do pracy, wykorzystywano w niewolniczy sposób. Nierzadko można było je znaleźć tuż za ścianami lepianek, oczekujące na śmierć, jak na wyzwolenie od cierpień i bólu”. W innym liście pisał: „Rany, które powstają na całym ciele, na rękach i nogach, wydzielają nieprzyjemny zapach. Również oddech skaża powietrze. Włożyłem wiele trudu, aby przyzwyczaić się do tego. Bardzo szybko jednak mój zmysł powonienia przyzwyczaił się i dlatego bez trudu mogę wchodzić do domów, gdzie mieszkają trędowaci. Mimo to, przy słuchaniu spowiedzi trędowatego, którego rany są pełne robaków, muszę sobie zatykać nos. Kiedy chcę udzielić Sakramentu Namaszczenia Chorych, niekiedy nie wiem, gdzie namaścić olejem świętym zniszczone ciało”.

Ojciec Damian w pierwszym rzędzie uzdrawiał mocą Chrystusa dusze trędowatych, a później budował dla nich i z nimi mieszkania, szkoły, szpitale, wodociągi. Trędowaci, mimo swej choroby, zaczęli uprawiać ziemię. Ojciec Damian zorganizował też dla nich orkiestrę dętą. Troszczył się o godny pogrzeb każdego, bez względu na wyznanie. Stał się dla trędowatych bratem. Był lekarzem ciał i dusz, administratorem, nauczycielem, stolarzem, strażnikiem, kucharzem, a nawet w niektórych wypadkach karawaniarzem i grabarzem. W 1884 r. zaraził się trądem i pięć laty później zmarł. Święty Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym, a kanonizował go Benedykt XVI, 11 września 2009 roku. Ojciec święty podczas Mszy kanonizacyjnej powiedział: „Ojciec Damian czuł się jak w domu z trędowatymi. Sługa Słowa stał się w ten sposób sługą cierpiącym, trędowatym z trędowatymi przez cztery ostatnie lata swego heroicznego życia. Żeby naśladować Jezusa, Ojciec Damian nie tylko opuścił swoją Ojczyznę, lecz także poświęcił bez reszty swoje życie i zdrowie. Jego nagrodą jest życie wieczne z Chrystusem uwielbionym”. Święty ojciec Damian uzdrawiał mocą Chrystusa przede wszystkim dusze trędowatych. Dzięki temu, mimo tej strasznej choroby mogli godnie żyć i godnie umierać.

W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę czytamy: „Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: “Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: “Chcę, bądź oczyszczony’. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony”. Jezus pozwolił zbliżyć się trędowatemu, dotknął go i uzdrowił. Uzdrowił ciało i duszę, wybaczył grzechy i polecił, aby udał się do świątyni i złożył ofiarę za swoje oczyszczenie według prawa Mojżeszowego.

Jezus wyciąga rękę do każdego z nas, bo każdy z nas jest skalany trądem grzechu. Pomaga nam zmienić tytuł historii naszego życia „Aby nie zostać „świnią” na „Jesteś człowiekiem, jesteś dzieckiem Bożym”. A wtedy słowa psalmu z dzisiejszej niedzieli stają się pieśnią naszego życia: „Szczęśliwy człowiek, któremu / odpuszczona została nieprawość, / a jego grzech zapomniany. / Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy, / a w jego duszy nie kryje się podstęp./ Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. / Rzekłem: “Wyznaję mą nieprawość Panu”, / a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu. / Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi, / radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca”.